Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Samoobrona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Samoobrona. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 września 2007

Euroentuzjasta Lepper

- Na szczęście Polska jest dziś w Unii Europejskiej - mówił wczoraj Andrzej Lepper, otwierając kampanię wyborczą Samoobrony.


- Wyobraźmy sobie, gdyby nas w Unii nie było, co by Jarosław Kaczyński dzisiaj robił, co by robił Ziobro, Kamiński, inni? Oni by mieli za nic prawo. A tak wiedzą, że jednak jakiś bat nad nimi jest - dodawał.

"O prawdę i godność" - to hasło wyborcze Samoobrony. Lepper odsłonił je na placu giełdy rolno-spożywczej w podlubelskiej Elizówce. Były kwiaty, kosze z owocami i warzywami. Grały ludowe kapele, działacze tańczyli. Szef partii dostał nawet pluszową krówkę. Ale frekwencja nie dopisała - występowi Leppera przypatrywało się około setki osób.

Lepper był w dobrej formie. W 40-minutowym wystąpieniu z pasją zaatakował byłych koalicjantów z PiS.

- Wierzyliśmy, że to, co mówi PiS o "solidarnym państwie", będziemy realizować wspólnie. Po krótkim czasie okazało się, że Jarosławowi Kaczyńskiemu chodzi tylko o władzę. Absolutną władzę. Dlatego mamy dzisiaj tylko kłamstwo, obłudę i fałsz - oceniał.

Oświadczył, że walka PiS z korupcją to pozory. Oprócz afery związanej z akcją CBA w Ministerstwie Rolnictwa podał przykład sprawy zatrzymania kardiochirurga z warszawskiego szpitala MSWiA Mirosława G. - Opluwa się człowieka tylko dlatego, że im nie pasuje, bo nie jest z tej grupy. W jakim państwie żyjemy?

I jeszcze o samych Kaczyńskich: - To ludzie, którzy mają urojenia, którzy uważają, że świat musi wyglądać tak, jak oni chcą!

Wyraźnie prowokował premiera: - Panie Kaczyński, podaj mnie pan do sądu, nawet w trybie wyborczym. Udowodnię, jak pan przelewał pieniądze z Fundacji Prasowej "Solidarności" do Porozumienia Centrum. Bo się pan z tego utrzymywał.

Wtórował mu Krzysztof Filipek, wiceszef Samoobrony: - PiS działa według zasady, że jeśli nie ma korupcji, to się ją stworzy.

Andrzej Lepper bronił nawet prezesa Trybunału Konstytucyjnego prof. Jerzego Stępnia. - Jarosław Kaczyński, najmądrzejszy, lepiej zna konstytucję od prezesa Trybunału. I interpretuje ją na swój sposób. Nie zdziwię się, że będzie zaraz Pismo Święte interpretował - mówił, wywołując śmiech działaczy.

Zdaniem Leppera o wyniku nadchodzących wyborów zdecydują mieszkańcy wsi. - Jeśli polska wieś da się jeszcze raz oszukać, to przegramy wszyscy.

Dziennikarzom powiedział, że na listach Samoobrony nie będzie osób z prawomocnymi wyrokami za "pospolite przestępstwa". Mówił: - Czy macie kogoś z Samoobrony, kto napadł na kogoś czy okradł? Nie i nie znajdziecie.

Samoobrona nie zamierza ścigać się z PiS czy PO w walce o serca telewidzów na ekstra wykupione reklamy. Skorzysta przede wszystkim z bezpłatnego czasu antenowego w TVP. Ma też zamiar protestować przeciw temu, jak pokazują ją publiczne media. Wczoraj relacji na żywo z konwencji Leppera w telewizji publicznej nie było (transmitowała ją TVN 24).

Tomasz Nieśpiał
Gazeta Wyborcza
15-09-2007

Lepper: Samoobrona jest jedyną prawdziwą lewicą

Samoobrona jest jedyną prawdziwą lewicą - oświadczył szef partii Andrzej Leppe na konferencji prasowej we Wrocławiur. Jak dodał, Samoobrona będzie w kampanii promowała politykę prospołeczną i prosocjalną. "Polsce potrzebna jest siła, która nie jest liberalna" - podkreślił.


Według Leppera, współczesna lewica, za którą stoją takie osoby jak Balcerowicz, Geremek i Kwaśniewski, z prawdziwą lewicą nie ma wiele wspólnego.

- To my pozostaliśmy jedyną, patriotyczną i normalną partią lewicy - zapewnił przewodniczący Samoobrony.

Lepper powiedzia, że jego partia idzie do wyborów pod własnym szyldem.

- Na pierwszym miejscu u nas jest człowiek, rodzina, praca i godne życie - podkreślił.

"W kampanii wyborczej będą wykorzystywane haki"

Zdaniem Leppera, w kampanii wyborczej w dużym stopniu będą wykorzystywane "haki" na przeciwników politycznych. Jak ocenił, w Polsce mamy do czynienia z wykorzystywaniem służb do walki partyjnej.

Według Leppera, kampania wyborcza "będzie pełna obrzucania się błotem".

Lepper zaapelował do społeczeństwa o jednoczenie się wokół Samoobrony i przeciwstawianie się "polityce haków". Zaapelował też do "ludzi lewicy patriotycznej" o współpracę z Samoobroną. "Nasze listy są otwarte" - oświadczył.

cheko, PAP
Gazeta.pl
11-09-2007

środa, 5 września 2007

Apteki i stacje nieczynne w święta

Wejście w życie nowelizacji kodeksu pracy, wprowadzającej zakaz pracy w placówkach handlowych w święta, spowoduje, że nie będzie wiadomo, które obiekty handlowe będą otwarte w 12 dni świątecznych w roku - czytamy w "Gazecie Prawnej".

Dziennik wyjaśnia, że w prawie nie ma przepisu, który definiuje, czym jest placówka handlowa. Dodatkowo, jeśli przy interpretacji zmian w kodeksie zostaną wykorzystane przepisy posiłkowe (np. Polska Klasyfikacja Działalności), to może okazać się, że praca w święta będzie zakazana nie tylko w sklepach, ale także w aptekach i na stacjach benzynowych.

Zdaniem ekspertów z prawa pracy zakaz pracy w święta da się także łatwo ominąć. Wystarczy, że pracodawcy będą stosować w swoich zakładach zmianowy czas pracy lub system pracy weekendowej. Więcej na ten temat w najnowszym wydaniu "Gazety Prawnej".

PAP/Gazeta Prawna
Interia.pl
05-09-2007

Lepper o "układzie Kaczyńskiego"

- Apelujemy do dziennikarzy śledczych, by zbadali tę sprawę do końca - mówił wczoraj Andrzej Lepper.

Podczas jego konferencji prasowej na ścianie wyświetlano multimedialną prezentację "układu zbudowanego przez Jarosława Kaczyńskiego", a posłowie Samoobrony odczytywali fragmenty mające dowodzić, że Kaczyński i grupa działaczy PC, zakładając w 1990 r. spółkę Telegraf, a później Fundację Prasową Solidarności, w niejasny sposób doszli do wielkich fortun.

Prezentacja była wzorowana na zeszłotygodniowej prezentacji prokuratury w sprawie Kaczmarka. - Tylko poruszających się po mapie kropek nam brakuje, ale i do tego dojdziemy - mówił nam jeden z polityków Samoobrony.

Sprawę "Telegrafu" komentował wczoraj premier Jarosław Kaczyński. - To, że pan Lepper, także na mój temat i na temat mojej obecnej i przeszłej partii, łgał po staremu, to nic zaskakującego, wcześniej pisywał to w swoich broszurkach. Nieustannie odgrzewa się stare kotlety, z początku lat 90. kiedy to Polska była na niebywałą skalę rozkradana, a tych którzy z tym walczyli próbowano uczynić złodziejami. Ja siedziałem wtedy często w swoim w najwyższym stopniu skromnym pokoju, gdzie nie było nawet jednego całego mebla i jednocześnie słyszałem, że należę do ludzi, którzy się niebywale dorobili na polityce, a na prowincji byłem pytany o majątki wręcz miliardowe.

kid, PAP
Gazeta Wyborcza
05-09-2007

wtorek, 4 września 2007

Łącznik Krauzego z Samoobroną

Dzięki znajomości z Ryszardem Krauzem Lech Woszczerowicz błyskawicznie zrobił karierę w Samoobronie. To przez niego pieniądze miliardera płynęły na konto związku zawodowego Andrzeja Leppera


Prokuratura podejrzewa, że Ryszard Krauze w nocy z 5 na 6 lipca na spotkaniu w hotelu Marriott przekazał posłowi Samoobrony Lechowi Woszczerowiczowi informację o planowanej akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa.

Woszczerowicz zaprzecza: - Gadaliśmy po przyjacielsku, wypiłem trzy małe szklaneczki whisky i chciałem załatwić prośbę Leppera dotyczącą jego córek. Lepper skarżył się, że młodsza nie dostała się na prawo, a starsza nie może znaleźć pracy w kancelarii prawnej.

Woszczerowicz to jednak nie tylko przyjaciel Krauzego. To także jego łącznik z Samoobroną.

Poznali się w latach 80. w Zakopanem na nartach. Woszczerowicz - z wykształcenia ekonomista po politechnice - od połowy lat 70. miał sklep z butami, wcześniej był kierownikiem gastronomii w gdańskim hotelu Monopol.

- Ryszard chyba nic wtedy nie miał, jeździł maluchem - wspomina. - Do dziś się spotykamy, choć on taki bogaty jest. Często zaprasza dawnych znajomych do domu, a oni podziwiają wnętrza z otwartymi gębami. Opowiadamy kawały, śmiejemy się.

Woszczerowicz trafił do Samoobrony w 2002 r., gdy za pośrednictwem kolegi notariusza poznał szefową partii na Pomorzu Danutę Hojarską.

- Mówił, że podoba mu się nasza walka o los rolników. Jakoś mnie to nie dziwiło - wspomina Hojarska. - Wkrótce zaczął odbierać szefa [Leppera] z lotniska i woził go po Gdańsku. Szybko się zaprzyjaźnili.

- Zafascynował mnie Lepper i ta jego charyzma - wyjaśnia poseł.

Do Leppera mówił "Andrzejku", namówił go do noszenia markowej garderoby i zapraszał na spotkania towarzyskie w zaufanym gronie.

Dzięki tej znajomości syn Woszczerowicza Michał wystartował w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2004 r. Junior dostał pierwsze miejsce na warszawskiej liście Samoobrony, ale przegrał.

Z rolnictwem Woszczerowicz nigdy nie miał nic wspólnego: prowadził dwa lombardy, podróżował po świecie, bawił się w najlepszych trójmiejskich lokalach i w europejskich kurortach. Długo pracował dla Prokomu (w firmie zatrudniona jest również jego córka), ale nie musiał przychodzić codziennie do biura.

- Byłem aktuariuszem, czyli osobą, która doradza, czy dana inwestycja ma sens, i sprawdza ryzyko jej niepowodzenia - mówi.

Nieźle zarabiał: np. przez dziewięć miesięcy 2005 r. dostał za umowy-zlecenia 80 tys. zł. W kraju zarejestrowanych jest blisko 160 aktuariuszy, ale w spisie nie ma Woszczerowicza. - Bo ja jestem taki mędrek życiowy - mówi.

W marcu 2005 r. pojawił się na imprezie z okazji Dnia Kobiet organizowanej przez Hojarską w Nowym Dworze Gdańskim. Przywiózł Leppera swoim bmw, po czym ze sceny życzył paniom "wszystkiego najlepszego od firmy Prokom i prezesa Krauzego".

- Kim pan jest? - spytałem go wówczas.

- Leppera wożę czasami, ale tak naprawdę to jestem doradcą prezesa Krauzego - odparł. Prokom nie odpowiedział na nasze pytanie, czy Woszczerowicz rzeczywiście reprezentuje firmę.

Wkrótce udowodnił swoje możliwości. Dzięki Prokom Software, głównej spółce w imperium Krauzego, Danuta Hojarska zaczęła uchodzić na Żuławach (gdzie spółki-córki Prokomu mają setki hektarów upraw) za największego dobroczyńcę. Za pośrednictwem posłanki wiejskie dzieci dostały prokomowskie komputery i kilka tysięcy darmowych wejściówek do parku wodnego w Sopocie.

Prokom wpłacał też Samoobronie gotówkę, ale umowy zawierały klauzulę zabraniającą ujawniania sponsora. Przez ponad rok na podstawie umów podpisywanych m.in. osobiście przez Ryszarda Krauzego jego spółka podarowała ok. 100 tys. zł na "cele charytatywne".

Finansowanie partii politycznych przez firmy jest zabronione - dlatego pieniądze szły do Związku Zawodowego Rolników "Samoobrona", którym jak partią też kierował Lepper.

- Nie było mi dane poznać prezesa Krauzego - przyznaje Hojarska. - W zdobywaniu pomocy pomagał nam Woszczerowicz.

Kasa Prokomu poszła m.in. na festyn Samoobrony z okazji Dnia Dziecka i kupno tysięcy cukierków w papierkach z napisem "Samoobrona dzieciom". Działacze schowali je do jesiennych wyborów w 2005 r. i wykorzystali w kampanii do politycznej reklamy.

- Zaprowadziłem Hojarską do Prokomu, a potem ona wyciągnęła od tej firmy tysiące wejściówek do aquaparku, budując swoją pozycję - żałuje teraz Woszczerowicz.

Woszczerowicz wszedł do Sejmu jesienią 2005 r., startując z pierwszego miejsca w okręgu gdyńsko-słupskim. Gdy został posłem, dalej załatwiał wsparcie od Prokomu.

- Ale z pracy dla firmy się wypisałem - zastrzega. - Ryszard pomaga bezinteresownie wielu ludziom, także mnie, moja córka u niego pracuje. Zabiegałem nieraz o drobne wsparcie, nawet teraz mam obiecane komputery, które Prokom wycofuje. Jedną partię dałem niedawno do szkoły w jakimś Koszykowie czy jakoś tam.

Krzysztof Katka
Gazeta Wyborcza
04-09-2007

piątek, 31 sierpnia 2007

Czy trzeba będzie zamknąć 8 tys. sklepów w Polsce?

Wchodząca w życie we wrześniu ustawa o sklepach wielkopowierzchniowych napisana przez Samoobronę może wprowadzić chaos w polskim handlu - uważają eksperci PKKP "Lewiatan". Nie tylko bowiem wymaga ona uzyskania zezwoleń na budowę nowego sklepu. W ciągu miesiąca będą też musiały zarejestrować się istniejące już markety, salony samochodowe, sklepy meblowe... A mało kto o tym wie i jest na to przygotowany.


18 września wchodzi w życie ustawa o tworzeniu i działaniu wielkopowierzchniowych obiektów handlowych. Stanowi o na, że każdy inwestor otwierający obiekt o powierzchni handlowej powyżej 400 m kw. będzie musiał uzyskać zezwolenie.

- Mało kto zdaje sobie sprawę, że nowa regulacja zobowiązuje właścicieli już działających obiektów o powierzchni handlowej powyżej 400 m kw. do ich zarejestrowania w ciągu 30 dni od wejścia ustawy w życie! - pisze Kuba Giedrojć z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan".

- W najgorszej sytuacji znajdą się właściciele kilkudziesięciu lub kilkuset sklepów - dla każdego z nich będą bowiem musieli uzyskać osobne zezwolenie - podkreśla.

Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych "Lewiatan" podkreśla również, że ustawa o w.o.h. nie dotyczy jedynie super- i hipermarketów. Przepisy obowiązywać mają również salony samochodowe, sklepy meblowe, składy budowlane i szereg podobnych placówek.

łup
Gazeta.pl
31-08-2007

czwartek, 30 sierpnia 2007

Ustawa o wielkich sklepach będzie zaskarżona w KE

Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji zaskarży ustawę o wielkopowierzchniowych obiektach handlowych w Komisji Europejskiej. - pisze w czwartek "Rzeczpospolita". Zdaniem POHiD ustawa jest sprzeczna z polską konstytucją i z traktatami unijnymi.

Ustawa, została uchwalona w lipcu, wprowadza obowiązkową zgodę władz lokalnych na każdy sklep z powierzchnią sprzedaży przekraczającą 400 mkw. Znacznie utrudni to inwestycje w nowe centra handlowe. Dodatkowe procedury wydłużą proces realizacji inwestycji, mogą też sprzyjać korupcji wśród urzędników Przeciwnicy ustawy uważają, że łamie ona konstytucyjne zasady swobody gospodarczej oraz równości firm wobec prawa.

Już w lipcu Oliver Drewes, rzecznik unijnego komisarza ds. rynku wewnętrznego, informował, że Komisja dokładnie zbada zgodność polskiej ustawy z prawem unijnym - przypomina "Rz".

Ustawa wchodzi w życie za ok. 2 -3 tygodnie, ale wciąż brakuje do niej rozporządzeń. Ustawa wprowadza wymóg złożenia przez firmę starającą się o zgodę na budowę obiektu szeregu opinii i analiz, które mają pokazać wpływ inwestycji na lokalną infrastrukturę, rynek pracy, ale nadal nie wiadomo, jak mają wyglądać.

kar
Gazeta.pl
30-08-2007

poniedziałek, 27 sierpnia 2007

"Dziennik": Dla Leppera bizon to krowa

Trudno przesądzać, jaką rolę odegrał Andrzej Lepper w korupcyjnej aferze z odrolnianiem ziemi. Nie ma jednak wątpliwości, że jako minister rolnictwa chciał przeforsować rozporządzenie do ustawy o systemie identyfikacji i rejestracji zwierząt, które zalegalizowałoby posiadane przez jego syna stada bizonów - ujawnia "Dziennik".


Jeden dopisek w załączniku do rozporządzenia miał zmienić dzikie bizony w bydło hodowlane. Gazeta dotarła do tych zapisów. Nie weszły w życie, bo przeszkodziło temu Ministerstwo Środowiska.

Po objęciu posady ministra rolnictwa w maju 2006 r. Lepper od razu próbował zalegalizować stado bizonów, które oficjalnie posiada jego syn Tomasz. W świetle ustawy o ochronie przyrody bizon w Polsce traktowany jest jak dzikie zwierzę - po wpisaniu na listę ras hodowlanych można byłoby je traktować jak zwierzę domowe. - Wpisanie bizona do rejestru zwierząt, które mogą posiadać tzw. paszporty, to ewidentna próba ich legalizacji, prymitywna i nieudana, ale próba - mówi informator "Dziennika".

Już w czerwcu 2006 r. Ministerstwo Rolnictwa przygotowało projekt zmieniający rozporządzenie w sprawie księgi rejestracji bydła, świń, owiec lub kóz. Nowa regulacja prawna miała uaktualnić m.in. listę ras bydła i nadać im specjalne kody potrzebne do poruszania się po UE. Patent na zalegalizowanie bizonów był prosty: wpisać do rejestru dodatkową rasę (Bison bison) i nadać jej kod. Do pilotowania sprawy wyznaczeni zostali wiceministrowie wierni Lepperowi: Sebastian Filipek-Kaźmierczak i Marek Chrapka.

Projekt rozporządzenia trafił do ministerialnych konsultacji. Przytomny okazał się główny konserwator przyrody, który nie zgodził się, by w rejestrze figurowało amerykańskie zwierzę. - Rozpowszechnienie w Polsce bizonów mogłoby zagrozić polskiemu żubrowi, który jest gatunkiem chronionym - tłumaczy decyzję Sławomir Mazurek, rzecznik Ministerstwa Środowiska.

Stado 20 bizonów 28-letni Tomasz Lepper przywiózł w kwietniu 2005 r. Aby bydło mogło przekroczyć granicę kraju, zgodę musiał wydać wojewódzki inspektorat sanitarny. I wydał. Tylko że młody Lepper sprowadził je na granicy prawa, bo faktycznie zezwolenie na wwóz dzikich zwierząt daje Ministerstwo Środowiska. Takiej zgody syn szefa Samoobrony nie miał i jak ustaliła gazeta, nigdy się o nią nie starał. Bizony są w kraju nielegalnie.

mp, PAP
Gazeta.pl
27-08-2007

sobota, 18 sierpnia 2007

Nowy koalicjant dla starego rządu

W najbliższym tygodniu w Sejmie powstanie nowy klub parlamentarny, zapowiada "Rzeczpospolita". Według gazety to w większości inicjatywa posłów, którzy odeszli z Samoobrony. Będą wspierać rząd oraz przekonywać prezydenta i premiera by Sejm trwał, a wybory odbyły się dopiero za dwa lata.


Klub miałby powstać na najbliższym posiedzeniu Sejmu. Jego zaczątkiem ma być działające już w parlamencie, liczące 7 posłów, Koło Ludowo-Narodowe. Inicjatorzy akcji twierdzą, że mają już 15 podpisów potrzebnych do rejestracji klubu.

Na razie trudno określić ilu posłów się w nim znajdzie. Zdaniem pos. Waldemara Nowakowskiego, niedawnego dezertera z Samoobrony, można obecnie liczyć na 17 osób. Pos. Alfred Budner, który też rozstał się z Samoobroną, zapowiada, że po dwóch, trzech tygodniach nowy klub zbierze większość, potrzebną do funkcjonowania rządu Jarosława Kaczyńskiego.

Zapał posłów studzi Joachim Brudziński (PiS), według którego deklaracje polityków w sprawie wyborów poszły już za daleko. - "Ale gdyby posłowie Samoobrony i LPR zdecydowali, by ten rząd trwał wbrew swoim liderom, mielibyśmy partnera do rozmowy. Gdyby taka większość się pojawiła, być może premier by ją rozważył", mówi Brudziński.

asz, PAP
Gazeta.pl
18-08-2007

piątek, 17 sierpnia 2007

Prokuratura: Nagranie Ziobry nie potwierdza słów Leppera

Oględziny zapisu nagrania rozmowy Zbigniewa Ziobry z Andrzejem Lepperem nie potwierdziły, by minister sprawiedliwości wypowiadał podczas niej słowa świadczące o uprzedzeniu Leppera o planowanej akcji CBA w resorcie rolnictwa.





Poinformowała o tym warszawska prokuratura prowadząca śledztwo w sprawie przecieku. Teraz prokuratura powołała biegłych z Zakładu Kryminalistyki i Chemii Specjalnej Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego do oceny autentyczności nagrania, identyfikacji rozmówców i sporządzenia stenogramu.

W poniedziałek Ziobro złożył w prokuraturze nagranie ze swej rozmowy z Lepperem z 14 czerwca. Lider Samoobrony utrzymuje, że wtedy Ziobro miał go ostrzec o akcji CBA. Minister temu zaprzecza, mówiąc, że nagrana przezeń rozmowa jest dowodem, że Lepper kłamie.

O tym, czy Ziobro mówił prawdę, twierdząc, że w czasie rozmowy z Lepperem nie wyłączał dyktafonu, mają przesądzić badania fal elektromagnetycznych, zarejestrowanych w trakcie nagrania - dowiedział się "Wprost".

Lepper: są osoby, które wszystko udowodnią

Po tym, jak Ziobro przekazał prokuraturze nagranie rozmowy, Lepper powiedział, że nie wycofuje się z żadnego słowa. Według Leppera, są osoby, które "udowodnią", że to Ziobro informował go o akcji CBA. Powiedział, że "na drugi, trzeci dzień" mówił o tym działaczom Samoobrony: Krzysztofowi Filipkowi, Januszowi Maksymiukowi, Mateuszowi Piskorskiemu.

W niedzielę w Prokuraturze Okręgowej w Koszalinie odbyła się konfrontacja Leppera z Ziobrą. Obaj politycy przed prokuratorem z Warszawy składali zeznania jako świadkowie w sprawie przecieku dotyczącego akcji CBA w ministerstwie rolnictwa.

asz, PAP
Gazeta.pl
16-08-2007

wtorek, 14 sierpnia 2007

Zbigniew Ziobro: Proszę państwa, oto gwóźdź

Przez 46 minut dziennikarze w napięciu czekali, aż Zbigniew Ziobro ujawni "twarde, zimne dowody" świadczące o jego niewinności. Nie doczekali się. Mogli za to podziwiać nowy symbol prokuratury w IV RP - cyfrowy dyktafon





Konferencja ministra sprawiedliwości rozpoczęła się o godz. 17.19. Minister mówił, mówił, mówił. Skończył o godz. 18.05. Ale niewiele powiedział.

Zaczął jak zwykle z wysoka. - Oto gwóźdź do politycznej..., zgadywanka, Andrzeja Leppera - oznajmił.

W podniesionej wysoko ręce trzymał cyfrowy dyktafon. To właśnie na tym dyktafonie miał nagrać rozmowę z Lepperem, kiedy 14 czerwca odwiedzał go w jego gabinecie w kancelarii premiera. Lepper twierdzi, że Ziobro miał mu powiedzieć o akcji CBA.

Dziennikarze nagrania jednak nie usłyszeli. O czym więc mówił minister przez 46 minut?

O tym, że Lepper patrzył mu prosto w oczy. - Złożył fałszywe zeznania, fałszywy dowód, fałszywe oskarżenie. Nie zawahał się to zrobić (minister ścisza głos). Nie zawahał się to zrobić, patrząc mi prosto w oczy. Wiedząc, że kłamie, wiedząc, że robi to niewinnemu człowiekowi. Bo że byłem w tym zakresie niewinny, przekonają się wszyscy, którzy przesłuchają to nagranie - mówił Ziobro.

O ramkach, w które oprawi dyktafon: - Odkupię go od ministerstwa, jak już go prokuratorzy oddadzą. Obłożę w ramki ten dyktafon i będę wspominał tę chwilę.

O modlitwie. Tu minister przypomniał moment, w którym dowiedział się, że Lepper chce go oskarżyć o przeciek. Modlił się więc, by na dyktafonie było nagranie ich rozmowy. - Wcześniej nie przywiązywałem do tego wagi. Dziękuję moim współpracownikom, że mi poradzili, żebym nagrał rozmowę.

O muzyce w radiu, rozmowach z funkcjonariuszami BOR-u i szumie włączanego silnika. To wszystko miało się nagrać na dyktafon, zanim minister wszedł do gabinetu Leppera. Bo Ziobro włączył urządzenie jeszcze przed wyjściem ze swojego ministerstwa. Było jeszcze o długim korytarzu w kancelarii i o tym, jak Ziobro nie mógł znaleźć drogi. - Pytałem o drogę miłych pań.

Pod koniec konferencji dziennikarze ożywili się. - Ale co pan właściwie złożył w prokuraturze, skoro dyktafon ma przy sobie - dopytywali.

- Dowód - odparł Zbigniew Ziobro, pożegnał się i uciekł z sali.

Widzowie przed telewizorami nie zdążyli jeszcze ochłonąć, gdy na ekranach pojawił się Andrzej Lepper, który zorganizował konferencję w rodzinnym Zielnowie.

- Od początku wiedziałem, że jestem nagrywany - oświadczył. - Minister kilka razy wkładał lewą rękę do lewej kieszeni. Teraz pan Ziobro powie, że prawą wkładał do prawej, i będzie, że on mówi prawdę, a Lepper kłamie w tej sprawie.

- Ale taśma jest ponoć mocnym dowodem, bo nie ma tam tego ostrzeżenia - zwrócili uwagę dziennikarze.

- Jaki mocny dowód? - odpowiedział Lepper. - Ja wczoraj zeznałem, że wkładał rękę do kieszeni i nic nie wyjmował. Tic taców nawet nie. Ja mam np. takie przyzwyczajenie. Wkładam rękę, wyjmuję, żeby oddech odświeżyć.

I jeszcze: - Włączyć, wyłączyć [dyktafon], jaki problem? My damy te badania do analizy i to może być gwóźdź do trumny pana Ziobry, a nie mojej, bo ja nie wybieram się na drugi świat. Choć pewnie, panie Ziobro, byłby pan zadowolony, choć obłudnie mi pan zdrowia życzy.

Piotr Machajski
Gazeta Wyborcza
14-08-2007

Lepper: Oddam taśmy Ziobry do analizy

- To może być gwóźdź do trumny pana Ziobry, a nie mojej - powiedział Andrzej Lepper, komentując informację o nagraniu rozmowy z nim przez ministra sprawiedliwosci. Zapowiedział, że odda taśmy Ziobry do analizy. Szef Samoobrony powiedział, że rewelacje ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry "ani go nie zdenerwowały, ani nie wyprowadziły z równowagi". Jak podkreślił, nie wycofuje się z żadnego słowa, które mówił w sprawie przecieku w sprawie tzw. akcji CBA.


Lepper powiedział w sobotę na konferencji prasowej, że Ziobro poinformował go o planowanej akcji CBA w resorcie rolnictwa.

W poniedziałek szef resortu sprawiedliwości powiedział na konferencji prasowej, że Lepper złożył fałszywy dowód w prokuraturze, fałszywe oskarżenie.

Ziobro zaprezentował dziennikarzom dyktafon, na którym - jak mówił - jest nagrana rozmowa z Lepperem. Minister powiedział, że z treści nagrania wynika, że rozmowa miała miejsce 14 czerwca, a samo nagranie dokumentuje przebieg rozmowy, w której nie ma tego, o czym mówił Lepper.

"Ziobro kilkakrotnie wkładał rękę do kieszeni, byłem przekonany, że nagrywa rozmowę"

Lepper powiedział na konferencji prasowej, że w niedzielę zeznał w Prokuraturze w Koszalinie, iż jest przekonany, że Ziobro nagrywał rozmowę. "Wczoraj zeznałem, że kilka razy wkładał lewą rękę do lewej kieszeni, teraz pan Ziobro pewnie powie, że wkładał prawą do prawej kieszeni i pewnie ta różnica będzie i będzie mowa, że on mówił prawdę, a Lepper kłamał" - mówił szef Samoobrony.

Jednocześnie zapytał, dlaczego Ziobro nie przedstawił dowodu nagrania w niedzielę w Prokuraturze w Koszalinie. Jak zaznaczył Lepper, "udowodnią", że to Ziobro poinformował go o akcji CBA. Jak mówił szef Samoobrony "na drugi, trzeci dzień" mówił o tym ludziom, którzy to potwierdzają. W tym kontekście wymienił działaczy Samoobrony: Krzysztofa Filipka, Janusza Maksymiuka, Mateusza Piskorskiego.

Lepper, jak powiedział, był przekonany podczas spotkania z Ziobrą, że rozmowa była nagrywana. "Po pierwszych jego słowach byłem przekonany, że wszystko jest nagrywane, dlatego, że Ziobro bardzo cedził słowa, powoli mówił i czekał, co ja powiem" - zaznaczył.

"Przedstawiłem świadków, że to Ziobro ostrzegł przed akcją CBA"

Zapewnił, że on nie nagrywa swoich rozmówców. "Ja takich praktyk nie mam, ja sobie nie wyobrażam, żebym mógł w takich sytuacjach nagrywać" - podkreślił szef Samoobrony. Pytany, jak chce udowodnić, że to Ziobro ostrzegł go przed akcją CBA w ministerstwie rolnictwa odparł: "Ja już udowadniam, co ja mam jeszcze udowodnić? Co ja mam iść na stadion i szukać ludzi, którzy to potwierdzą? Ja przedstawiłem świadków".

Szef Samoobrony podkreślił też, że to sąd stwierdzi, czy nagranie Ziobry ze spotkania 14 czerwca, jest dowodem. "To sąd stwierdzi, czy to jest dowód, a nie minister Ziobro" - dodał.

Jak zaznaczył, sąd wielokrotnie odrzucał już nagrania cyfrowe w różnego rodzaju postępowaniach. "Włączymy nagranie i w każdej chwili możemy je wyłączyć, za minutę włączyć, ja powiem cztery zdania, wyłączam, mówię cztery zdania i włączam z powrotem. I niech pan mi stwierdzi, że była przerwa w nagraniu" - zwrócił się Lepper do dziennikarza.

"Oddam taśmy Ziobry do analizy"

Zapowiedział też, że odda taśmy Ziobry do analizy. "To może być gwóźdź do trumny pana Ziobry, a nie mojej" - ocenił. Pytany czy boi się odpowiedzialności karnej, Lepper powiedział: "Jest jeszcze Trybunał Sprawiedliwości w Strasburgu i Rada Europy (...) absolutnie ja się nie boję".

Lepper powiedział też, że Ziobro już wielokrotnie kłamał, m.in. rzucając oskarżenia pod adresem znanego chirurga Mirosława G., a teraz "kręcąc" odnośnie sprawy Barbary Blidy, która popełniła samobójstwo podczas przeszukania jej mieszkania przez ABW. "Pan Ziobro wszystkich oskarża, tylko on jest prawy i sprawiedliwy" - mówił szef Samoobrony.

"Jestem gotów poddać się pod ocenę wymiaru sprawiedliwości"

Jak dodał, w sprawie przecieku dotyczącego akcji CBA jest gotów poddać się pod ocenę wymiarowi sprawiedliwości w tej sprawie.

Szef Samoobrony powiedział, że cieszy się, że nie jest już wicepremierem, bo "świat zobaczył jak w Polsce działa największa partia, która w swojej nazwie ma Prawo i Sprawiedliwość, i jaką ta partia politykę prowadzi wobec partii, dzięki którym może rządzić". Dodał, że to dzięki Samoobronie i LPR PiS mogło rządzić.

mig, ulast, PAP
Gazeta.pl
13-07-2007

Nagranie dowodem Ziobry przeciw Lepperowi

Andrzej Lepper złożył fałszywe oskarżenie - powiedział minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Dodał, że "będzie to koniec kariery tego polityka, gdyż okaże się on wierutnym kłamcą". Dowodem na to jest nagranie, jakie Ziobro zrobił dyktafonem i złożył w prokuraturze w Warszawie.


- To jest gwóźdź do politycznej trumny Andrzeja Leppera - powiedział Zbigniew Ziobro pokazując dyktafon, na którym nagrana jest jego rozmowa z Lepperem.

- Wiedziałem, że Andrzej Lepper kłamie. Ale patrzył mi prosto w oczy i powtarzał swoje oszczerstwa - dodał Ziobro.

- Starałem się unikać spotkania z Andrzejem Lepperem, gdyż miałem świadomość, że postawi mnie to w trudnej sytuacji - powiedział Ziobro. Do spotkania jednak doszło, gdyż było to "uwarunkowane koalicją".

- Rozmowa dotyczyła spraw, w które uwikłany był Lepper - wyjaśnił minister. Z treści nagrania wynika, że rozmowa miała miejsce 14 czerwca.

- Włączyłem dyktafon wychodząc z Ministerstwa Sprawiedliwości do Kancelarii Premiera. Na nagraniu słychać dźwięk silnika, rozmowy z funkcjonariuszami BOR, muzykę, która leciała w radiu, słychać jak błądzi po korytarzach, bo nie mógł trafić do gabinetu Leppera. Zła wiadomość dla Leppera: nie wyłączyłem go po wyjściu z gabinetu, ale dopiero w samochodzie, po ustaleniu ze współpracownikami dalszego przebiegu działań - opowiadał Ziobro.

Ziobro powiedział, że do decyzji o zarejestrowaniu rozmowy został nakłoniony przez swoich współpracowników. - Jestem szczęśliwy, że ją podjąłem - powiedział.

- Prokurator będzie oceniał, czy jest to nagranie prawdziwe, czy nie było manipulacji - zaznaczył Ziobro. Minister dodał, iż poczucie bezpieczeństwa daje mu "osobista uczciwość".

Ziobro poinformował, że we wtorek będzie kontynuował zeznania w prokuraturze.

Zapewnił też, że będzie domagał się by Lepper poniósł odpowiedzialność karną.

Wcześniej minister sprawiedliwości złożył w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie dowód, który jak powiedział, "wykaże kłamstwa Andrzeja Leppera".

Może dziwić fakt, że Ziobro pokazywał na konferencji dyktafon, zamiast zostawić go w prokuraturze. Zostawił tam jednak tylko nagranie, nośnik natomiast mógł zabrać ze sobą. Powiedział, że jeśli prokuratura go o to, poprosi złoży również dyktafon.

Ziobro: Kaczmarek kłamie

Minister sprawiedliwości powiedział, że Janusz Kaczmarek kłamie twierdząc, iż naradzał się z nim w sprawie dowodów dotyczących Barbary Blidy.

- W dniu śmierci Blidy to Kaczmarek do mnie dwukrotnie dzwonił - powiedział Ziobro.

mig, PAP
Gazeta.pl
13-08-2007

Lepper na Ziobrę, Ziobro na Leppera, Kaczmarek na Ziobrę

Spektakl plotek i oskarżeń, kto doniósł Andrzejowi Lepperowi o planowanej akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa, trwał na dobre przez cały weekend.

Sobota, godz. 10.30. Sejm. Andrzej Lepper przyjeżdża prosto ze szpitala. Oświadcza: „14 czerwca o godz. 20 spotkałem się w moim gabinecie z ministrem Ziobro. Rozmowa dotyczyć miała spraw toczących się wobec ludzi Samoobrony. Ziobro był wylewny, mówił dużo o różnych sprawach. Pan minister powiedział mi bardzo wyraźnie, żebym uważał na to, co robię, bo CBA prowadzi szeroko zakrojoną akcję w Ministerstwie Rolnictwa w związku z odrolnieniem gruntów”. Dodaje: „Nie wiedziałem, o co chodzi. Ja tego nie skojarzyłem, jaka akcja CBA, w jakiej sprawie”.

Twierdzi, że o rozmowie z Ziobrą opowiedział kilku działaczom Samoobrony, a także Romanowi Giertychowi.

Godz. 11.10. Ministerstwo Sprawiedliwości. Prokurator krajowy Dariusz Barski, który nadzoruje śledztwo w sprawie przecieku o akcji CBA, wysyła do mediów wezwanie dla Leppera do złożenia zeznań. Po godzinie znów poprzez media wysyła takie wezwanie.

Południe. B. minister MSWiA Janusz Kaczmarek pisze z wakacji we Włoszech do premiera: „Skoro kolejne fakty wskazują, że Pan Ziobro jest w kręgu podejrzeń, to Pan Premier, uznając wszystkich za równych wobec prawa, winien wnosić do Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej o jego niezwłoczną dymisję”.

Godz. 13.20. Lepper oświadcza w TVN 24, że chce być przesłuchany we własnym domu. I wyrusza samochodem do Zielnowa pod Darłowem. W ślad za nim rusza za nim prokurator z Prokuratury Okręgowej w Warszawie, która prowadzi śledztwo w sprawie przecieku.

Godz. 15.20. Min. Ziobro na konferencji prasowej: - Lepper jest kłamcą i oszczercą. Broni podejrzewanego przez prokuraturę o dokonanie przecieku Janusza Kaczmarka. I wzywa Leppera do konfrontacji w prokuraturze.

Chwilę później premier Kaczyński: - Zbigniewa Ziobrę obciąża na razie tylko "pomówienie osoby, która sama broni się obecnie przed ciężkimi zarzutami".

Kilka godzin później Janusz Kaczmarek w rozmowie z RMF FM ujawnia, że Jaromir Netzel, prezes PZU, przekazał mu dokumenty, które „wskazują na nieprawidłowości, a jednocześnie sprzeniewierzenie 13 mld zł”. Dodaje, że mówił o tym prezydentowi Kaczyńskiemu. Kancelaria Prezydenta zaprzecza słowom Kaczmarka, w niedzielę także Netzel.

Godz. 20. Prokurator przesłuchuje w Warszawie w sprawie przecieku Janusza Maksymiuka, wiceszefa Samoobrony.

Godz. 21. W telefonicznym wywiadzie dla TVN 24 Kaczmarek podaje nowy trop w sprawie przecieku - minister Ziobro miał kontakt z posłem Samoobrony Januszem Wójcikiem.

Twierdzi też, że Ziobro miał go straszyć: "Jak się nie dostosujesz, skończysz jak Wassermann", a także, że zastępca Ziobry prok. Jerzy Engelking mówił jednej z dziennikarek, że "planowane jest zatrzymanie [Kaczmarka]". Tę informację Engelking dementuje w niedzielę.

Zielnowo k. Darłowa po godz. 21. Prokurator z Warszawy dotarł do posiadłości Leppera, ale ten odmówił poddania się przesłuchaniu. Godzinę później w TVN 24 Lepper mówi: „Byliśmy umówieni między godz. 18 a 19. Co to, już w Polsce nie ma samolotów, żeby nie mogli do mnie przylecieć na czas? To, co się stało wczoraj, to powrót do najgorszych czasów stalinizmu i metod ubeckich”.

Przesłuchanie ma się odbyć w Prokuraturze Okręgowej w Koszalinie w niedzielę o godz. 9.

Niedziela. Koszalin, godz. 9. Lepper zgłasza się do prokuratury w Koszalinie. Ziobro leci tam helikopterem na konfrontację. Lepper chce, by odbyła się w obecności mediów, prokuratura się nie zgadza. Przesłuchanie samego Leppera trwa dwie godziny.

Godz. 13. Adwokat Leppera relacjonuje, że Lepper powtórzył w prokuraturze to, co publicznie oświadczył w sobotę. Przed prokuraturą ok. 200 osób, transparenty Samoobrony, Renata Beger z kwiatami dla przewodniczącego.

Godz. 15. Zaczyna się konfrontacja Leppera z Ziobrą (ten drugi wszedł do prokuratury bocznym wejściem).

Godz. 17.30. Lepper: - Podtrzymałem wszystko, co powiedziałem, Ziobro podtrzymał, że to kłamstwo.

Lepper dodaje, że o rozmowie z Ziobrą 14 czerwca rozmawiał na pewno z Januszem Maksymiukiem, Krzysztofem Filipkiem i Mateuszem Piskorskim (wszyscy Samoobrona), a prawdopodobnie też z Romanem Giertychem i wicemarszałek Sejmu Genowefą Wiśniowską (Samoobrona).

godz. 18. Wychodzi Zbigniew Ziobro: - Miałem nadzieję, że Andrzej Lepper wycofa się ze swoich oszczerstw i kłamstw, niestety, idzie w zaparte - mówi.

Dodaje, że Lepper i Kaczmarek "ulepieni są z jednej gliny". Leppera już widzi "w kryminale" za fałszywe oskarżenie, o Kaczmarku powtarza, że kłamał, zeznając w prokuraturze, ale "nie przesądza jego winy".

Zapowiada: - Andrzej Lepper nie wie jednego - jutro w prokuraturze przedstawię obiektywny dowód, którego się nie spodziewa, który pokaże, kto kłamie".

Ciąg dalszy nastąpi.

wrób
Gazeta Wyborcza
13-08-2007

poniedziałek, 13 sierpnia 2007

Jak zarobić na końcu koalicji

Nawet 200 tys. zł odpraw chcieli załatwić kolegom z Samoobrony dyrektor generalny PFRON Marcin Domagała i prezes funduszu Ryszard Wijas. Dziś decyzję w sprawie odpraw i odszkodowań ma podjąć zarząd funduszu.


Rozpad koalicji poruszył działaczy Samoobrony zatrudnionych w "oddanym" tej partii Państwowym Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Już na początku lipca, kiedy koalicja z PiS zaczęła się kruszyć, niektórzy dyrektorzy centrali podpisali z Ryszardem Wijasem, szefem PFRON z nadania Samoobrony, nowe umowy o pracę.

Wydłużono im okresy wypowiedzenia do sześciu miesięcy, niezależnie od okresu zatrudnienia w PFRON (wg kodeksu pracy wypowiedzenie to maksimum trzy miesiące, gdy ktoś pracował co najmniej trzy lata).

Co więcej - zagwarantowano, że po rozwiązaniu umowy przez pracodawcę dostaną odprawy w wysokości 12 pensji. Dyrektor, który zarabia w PFRON np. ok. 8 tys. zł brutto, dostałby ok. 96 tys. odprawy.

Mało? Mało. W zeszłym tygodniu prezes Wijas powołał specjalny "zespół ds. aneksu do umów o pracę". Trzyosobowy zespół nadzorował Marcin Domagała, dyrektor generalny PFRON, twórca partyjnej gazetki Leppera "Głos Samoobrony".

Zespół opracował aneks z rocznym zakazem pracy u konkurencji do umów o pracę z roczną odprawą. Według aneksu PFRON miałby wypłacić pracownikowi odszkodowanie - jednorazowo lub w ratach dodatkowo jeszcze 12 miesięcznych pensji.

Kto zarabiał 8 tys., mając taką umowę i taki aneks, mógłby liczyć aż na 192 tys. odprawy. Kogo dokładnie miałaby dotyczyć zmiana, nie wiadomo - ale w pracach zespołu była mowa o dyrektorach centrali funduszu i jego oddziałów.

Pomysł skrytykowali w pisemnych opiniach prawnicy i kierownictwo wydziału finansowego. - Z kim konkuruje fundusz? Z organizacjami pozarządowymi, z samorządami? - pytali.

Zwracali uwagę na niezgodność z zasadą jawności gospodarowania środkami publicznymi i na skutki finansowe dla funduszu. Ocenili, że propozycja jest niezgodna z regulaminem pracy i regulaminem wynagradzania PFRON i byłaby "precedensem w stosunku do umów z innymi pracownikami".

Ci są oburzeni. - To rozbój w biały dzień. Panowie załatwiają sobie gigantyczne odprawy za kilka miesięcy pracy, a na podwyżki i nagrody dla merytorycznych pracowników oczywiście nie wystarczy - mówią "Gazecie".

Zespół po krytycznych opiniach wycofał się ze 100-proc. odszkodowania. Według ostatnich ustaleń osoby, które podpiszą zakaz konkurencji, mają dostawać przez rok 25 proc. pensji. Dla zarabiających teraz ok. 8 tys. byłoby to 24 tys. zł odszkodowania rocznie. Plus blisko 100 tys. zł odprawy z podstawowej umowy o pracę.

Być może dziś zarząd PFRON przyjmie te zasady. Bo to jest dziwny zarząd. Po odejściu wiceprezesa Tomasza Bujaka (w proteście przeciw polityce kadrowej Wijasa) są w nim tylko dwie osoby. Nawet gdyby wiceprezes Marian Leszczyński (w funduszu od lat 90.) był przeciw, to głos prezesa z Samoobrony zdecyduje.

Ta metoda została już sprawdzona. 7 sierpnia dwuosobowy zarząd powołał dziesięć nowych oddziałów PFRON. Leszczyński był przeciw, Wijas za, jego głos przeważył. Nowe oddziały mają ruszyć 1 stycznia 2008 r.

Czyżby prezes szykował posady już nie dla Samoobrony? Z naszych informacji wynika, że był gotów odejść od Leppera i liczył na przedłużenie kariery w PFRON nawet po rozpadzie koalicji.

W rozmowie z "Gazetą" dyrektor Domagała potwierdza istnienie "zespołu ds. aneksu". Kto nim kierował? - Nie pamiętam - odpowiada i wyjaśnia: - Zakaz konkurencji dotyczyłby ok. 40 osób, niewykluczone, że również szeregowych pracowników. Ja sam bym na tym nie skorzystał, bo takie umowy mają obowiązywać od 1 stycznia 2008 r.

Tyle że w kopii takiej umowy, do której dotarła "Gazeta", nic o styczniu 2008 r. nie ma. Jest za to informacja, że to załącznik do umów podpisanych w lipcu.

Pytamy więc dalej: - Z kim według pana konkuruje PFRON?

- Gdyby ktoś poznał lukę w systemie komputerowym funduszu, która daje możliwość wyprowadzenia dużych pieniędzy, nie mógłby się tą wiedzą z nikim podzielić - mówi Domagała.

"Gazeta": - Pan zna taką lukę? - Nie, ale są też inne sytuacje - odpowiada Domagała. - Jakie? - Nie potrafię teraz odpowiedzieć. Zapewniam, że chodzi nam o finanse publiczne, nie o prywatne kieszenie. Ostateczną decyzję w sprawie aneksów podejmie prezes Wijas.

Marcin Kącki
Gazeta Wyborcza
13-08-2007

Liga i Samoobrona chcą osłabić pozycję Dorna

PRZEGLĄD PRASY. LPR i Samoobrona wraz z opozycją chcą odebrać PiS władzę w Sejmie - pisze "Rzeczpospolita". Jeśli zmienią regulamin, marszałek będzie miał związane ręce, a wzrosną kompetencje Prezydium Sejmu.


Sposób na przejęcie władzy w Sejmie przez opozycję i zbuntowanych koalicjantów PiS jest banalnie prosty: to nie marszałek Ludwik Dorn, ale jego zastępcy mieliby ustalać porządek obrad. Oni też decydowaliby, jakimi projektami ustaw zajmą się posłowie, a które będą "leżakować" w oczekiwaniu na rozpatrzenie.

Do realizacji tego planu politycy przystąpią, jeśli nie dojdzie do samorozwiązania Sejmu ani nie powstanie nowy rząd bez Prawa i Sprawiedliwości. Projekt zmiany regulaminu Sejmu przygotowała kilka miesięcy temu Liga Polskich Rodzin. Jego przyjęcie było ceną, jakiej Roman Giertych zażądał od PiS w zamian za poparcie Ludwika Dorna na marszałka Sejmu. Teraz LPR przypomniała sobie o tamtej sprawie i zapowiada, że nie zrezygnuje z pomysłu na osłabienie pozycji marszałka.

Według Giertycha Ludwik Dorn musi wprowadzić tę propozycję do porządku obrad Sejmu najpóźniej w październiku. Lider LPR twierdzi, że wtedy wspólnie z opozycją uda się przegłosować te zmiany. - A to oznacza, że władza w Sejmie przejdzie w ręce prezydium, w którym PiS nie ma większości - mówi "Rzeczpospolitej" Giertych. W prezydium zasiada bowiem pięciu wicemarszałków (po jednym z PO, SLD, LPR, PSL i Samoobrony) oraz reprezentujący PiS marszałek Ludwik Dorn.

mar, PAP
Gazeta.pl
11-08-2007

środa, 8 sierpnia 2007

Radio Maryja po stronie Ligi Polskich Rodzin i Samoobrony?

Premier na wakacjach. Liga i Samoobrona lekceważą zapowiedzi jego zastępców, że będą wybory. Koalicja trwa. W co gra o. Rydzyk?

- Dzisiaj ujawnię taki fakt, którego jeszcze nie ujawniałem. Bardzo mnie zbulwersował. Jak było to słynne białe miasteczko przed kancelarią premiera i cztery pielęgniarki przebywały na terenie urzędu, chciałem je odwiedzić. Ale na polecenie pana premiera Biuro Ochrony Rządu nie wpuściło mnie do ich pokoju - tak Roman Giertych w Polskim Radiu wyjaśniał wczoraj, dlaczego z Jarosławem Kaczyńskim nie da się współpracować.

Liderzy koalicyjnych partii nie robią sobie nic z kolejnych oświadczeń polityków PiS, że będą wybory. Wiedzą, że sprawa rozstrzygnie się dopiero, gdy po wakacjach 22 sierpnia zbierze się Sejm.

Być może liczą na poparcie o. Tadeusza Rydzyka. Stosunki dyrektora Radia Maryja z braćmi Kaczyńskimi uległy ochłodzeniu po opublikowaniu przez "Wprost" taśm z antysemickimi i krytycznymi wobec prezydenckiej pary wypowiedziami o. Rydzyka. I kiedy związany z LPR portal Prawy.pl ujawnił, że przed publikacją z premierem Kaczyński miał się spotkać redaktor naczelny "Wprost".

Głos LiS w twoim domu

W ostatnich dniach media o. Rydzyka przedstawiają spór częściej z perspektywy Ligi i Samoobrony niż PiS.

6 sierpnia w Radiu Maryja dr Mieczysław Ryba mówił, że: • powołanie na ministra rolnictwa Mojzesowicza to prowokacja wobec Samoobrony; • wina Andrzeja Leppera w sprawie odrolnienia ziemi, za którą wyleciał z rządu jest „niejasna i trudno mówić, że jest usprawiedliwione, co się z nim stało”.

- Toczy się gra nie o załatwienie spraw dla Polski, ale gra wewnętrzna. Coraz wyraźniej widać, że politycy są zainteresowani budową partii, włącznie z główną partią, która chciałaby być jedyną na prawicy - diagnozuje Ryba. Krytykuje rządzących, że nie ma dekomunizacji, lustracji, rozliczenia afer, ładu moralnego ani ochrony życia w konstytucji. I ostrzega: - Jeśli Polska jest na służbie partyjniactwa, wychodzimy na tym źle. Będzie dekompozycja obozu prawicowego i PiS też się zużyje w tej walce.

Podobnie radiomaryjny "Nasz Dziennik". W sobotę analiza związanego z LPR Jana Marii Jackowskiego - "Ścisłe kierownictwo PiS zdaje sobie doskonale sprawę, że nie jest w stanie zrealizować obietnic przedwyborczych i poradzić sobie z rządzeniem oraz takimi problemami, jak np. reforma służby zdrowia", cytuje opinię prof. Bogusława Wolniewicza.

Wczoraj na czołówce "Naszego Dziennika" tytuł wpisujący się w plan Ligi i Samoobrony: "Koalicja tak, ale z innym premierem". A w środku numeru niespodzianka - wywiad z Julią Piterą z liberalnej (a więc do tej pory złej) Platformy Obywatelskiej.

Czy to sygnał przyzwolenia na pomysł Leppera, by PO stworzyło rząd, który odsunie PiS?

O. Rydzyk dyplomatycznie milczy. Zdementował tylko doniesienia o spotkaniu z Giertychem i Lepperem na Jasnej Górze.

Rydzyk chce potrząsnąć Kaczyńskim

Zapytaliśmy Ligę, czy czuje wsparcie o. Rydzyka. - To za dużo powiedziane. Ale widać zmianę. Nie ma już jednoznacznego poparcia dla PiS. W piątek w "ND" był po raz pierwszy od dawna wywiad z Romanem Giertychem. Wszyscy widzą, że to premierowi zależy na rozbiciu koalicji - mówi nam bliski współpracownik Giertycha.

Jednak ważny polityk PiS przekonuje: - Jesteśmy spokojni, że o. Rydzyk poprze nas przed wyborami, a to jest istotne. Postawienie na samego Giertycha byłoby ryzykowne, bo LPR jest słaba i może nie wejść do Sejmu. A Lepper - z seksaferą - to kłopotliwy dla duchownego sojusznik.

Obaj anonimowo - bo "łaska o. dyrektora na pstrym koniu jeździ".

Artur Zawisza (kiedyś w PiS, dziś Prawica RP) ocenia: - O miłości do LPR mówić nie można. Ale widać, że minęło zachłyśnięcie się PiS. Gdyby słuchając tych opinii przymknąć oczy, można pomyśleć, że to "Gazeta Wyborcza". Jest rozczarowanie tym, że PiS nadużywa państwa w imię partii i wezwanie, by tego nie robić - nawet broniąc Leppera.

Tak krytyczne opinie o PiS wskazują, że o. Rydzyk chce potrząsnąć Jarosławem Kaczyńskim. Ale jednocześnie - wzywa do ratowania koalicji, w której trzy partie w różny sposób mu sprzyjają.

Szumią taśmy

Lidera Samoobrony nie ma, leczy serce. W niedzielę zapowiedział, że idzie do szpitala, a później ujawni porażające materiały o Jarosławie Kaczyńskim. Tymczasem do dziennikarzy trafiają z Samoobrony plotki, co będzie w "taśmach Leppera" - podobno mocne materiały na polityków opozycji i dziennikarzy, którzy źle pisali o PiS.

Swoje trzy grosze wtrącił rano Giertych. - Nagrania Leppera mogłyby wywołać trzęsienie ziemi - oświadczył w TVN24. Ile w tych zapowiedziach prawdy - zobaczymy, kiedy Andrzej Lepper ujawni, co ma na PiS.

A opozycja planuje wybory. - Poziom wzajemnej niechęci koalicjantów daje światełko nadziei, że do nich dojdzie - mówił wczoraj PAP wiceszef PO Bronisław Komorowski. A Waldemar Pawlak, lider PSL, zdementował doniesienia "Dziennika", że rozmawia o koalicji z PiS.

Dominik Uhlig, wbs
Gazeta Wyborcza
08-08-2007

wtorek, 7 sierpnia 2007

"Taśmy Leppera" - istnieją czy nie?

- Te taśmy nie istnieją. Mogę te informacje skomentować jednym zdaniem - "baju baju będziesz w raju" - powiedział były członek Samoobrony Ryszard Czarnecki. W istnienie nagrań nie wierzy również Zbigniew Wassermann, który w rozmowie z TVN24 nazwał je "programem Klewki-bis".


Janusz Maksymiuk przyznał dziś wieczorem, że nie wie, co jest na taśmach. Jak mówił, mogą to być sprawy gospodarcze, polityczne, obyczajowe.

Na pytanie, czy w przyszłym tygodniu taśmy zostaną ujawnione, Maksymiuk powiedział: "wcześniej była wypowiedź pana premiera Kaczyńskiego, że ma też porażające informacje o Lepperze". - Andrzej Lepper na pewno ujawni taśmy, po ujawnieniu tych "szokujących" informacji. To nie jest warunek ale - myślę - jakaś kolejność rzeczy - dodał wiceszef Samoobrony.

Wassermann: Sprawa taśm to program Klewki-bis

Koordynator służb specjalnych Zbigniew Wassermann powiedział w TVN24, że sprawa taśm to "program Klewki-bis". "On się bardzo odpowiedzialności karnej obawia i za wszelką cenę chce jej uniknąć - mówił Wassermann o Andrzeju Lepperze. - Tonący brzydko się chwyta - dodał. Zwrócił uwagę, że nagranie posiedzenia rządu byłoby przestępstwem. Zaprzeczył sugestiom Samoobrony co do prowokacji służb specjalnych wobec opozycji oraz by Leppera podsłuchiwano w ramach akcji CBA w resorcie rolnictwa.

Ryszard Czarnecki również nie wierzy w istnienie "taśm Leppera". - To pic na wodę, fotomontaż - twierdzi. Według niego, Lepper "staje się bajkopisarzem i usiłuje wyciągnąć asa z rękawa - co jest cechą szulera, ale to nie będzie as, ale zwykła blotka". Jak dodał, rzekome nagrania to "ucieczka do przodu Leppera".

Piskorski: Specsłużby szykowały prowokację

Piskorski powiedział portalowi Gazeta.pl, że na taśmach znajdują się dowody na prowokacją, którą specsłużby szykowały wobec czołowych polityków partii konkurencyjnych dla PiS oraz wobec określonych środowisk intelektualnych i dziennikarskich. Piskorski przyznał, że sam taśm nie słyszał. Słyszał natomiast nazwiska osób, wobec których szykowano prowokację, ale nie chce ich ujawnić.

Politycy Samoobrony spekulują, że wśród dokumentów obciążających PiS są te dotyczące finansowania Porozumienia Centrum, byłej partii braci Kaczyńskich. - Podobno są takie informacje - potwierdza poseł Skwierczyński, ale zaznacza, że nagrań nie słuchał.

Karski: To odwracanie uwagi od afery gruntowej i seksafery

"Andrzej Lepper robi wszystko, aby odwrócić uwagę opinii publicznej od sedna afery gruntowej i seksafery" - skomentował sprawę taśm poseł PiS Karol Karski. Według niego, Lepper "rozpaczliwie" walczy w tej chwili o wolność osobistą; o to, czy będą mu postawione zarzuty prokuratorskie, czy nie".

"Tonący brzytwy się chwyta" - komentował z kolei minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Jego zdaniem, zapowiedzi ujawnienia taśm, mogą być objawem "emocji, które wywołuje trudna sytuacja koalicjantów", a pod wpływem emocji - jak dodał - "często ludzie mówią rzeczy nierozsądne, nie zawsze zgodne z prawdą".

Nagrali prywatne spotkanie Leppera z Kaczyńskim?

Politycy Samoobrony sugerują, że mają także nagrane prywatne spotkania Andrzeja Leppera z premierem Jarosławem Kaczyńskim. - Liderzy partii koalicyjnych spotykali się nie tylko w budynkach rządowych, ale także na gruncie prywatnym. Wtedy ich rozmowy miały luźny klimat. Ktoś mógł to nagrać - mówi poseł Samoobrony.

"Ja też mam fajne taśmy w domu"

- Andrzej Lepper robi wszystko, żeby odwrócić uwagę od sedna sprawy; opowiada teraz dyrdymały. Ja też mam fajne taśmy w domu, tylko mam na nich muzykę - ironizował Karski. Jak dodał, Lepper rozpaczliwie teraz walczy o swoją wolność osobistą, o to czy będą mu postawione zarzuty prokuratorskie, czy nie.

Michał Pietniczka, ulast, mt, PAP
Gazeta.pl
07-08-2007

poniedziałek, 6 sierpnia 2007

Lepper: informacje na temat premiera będę porażające

Szef Samoobrony Andrzej Lepper powiedział w niedzielę, że informacje, które w najbliższym czasie przedstawi na temat PiS i premiera Jarosława Kaczyńskiego będą "porażające".


- Wiadomości będą porażające, wiadomości na temat PiS, działań CBA, na temat premiera będą w najbliższym czasie porażające - powtarzał Lepper na konferencji prasowej po posiedzeniu Rady Krajowej swojej partii.

Jak dodał, w najbliższym czasie, po zakończeniu jego leczenia, będzie można usłyszeć informacje, "poparte dowodami i faktami".

Szef Samoobrony oświadczył jednocześnie, że obecnie jego partii nie obowiązują już żadne ustalenia koalicyjne. Żadnego ustalenia, umowy koalicyjne, aneksy - mówił Lepper - nie będą obowiązywać Samoobrony w sejmowych głosowaniach. Dodał, że w obecnym Sejmie, Samoobrona nie wejdzie w żadną koalicję.

kt, PAP
Gazeta.pl
05-08-2007

Lepper: Koalicja bez Kaczyńskiego jako premiera; Giertych tego nie wyklucza

Szef Samoobrony Andrzej Lepper uważa, że jeśli koalicja PiS-Samoobrona-LPR miałaby istnieć, to bez Jarosława Kaczyńskiego jako premiera. Postulatu zmiany na stanowisku premiera nie wyklucza też szef LPR wicepremier Roman Giertych.


- Jeśli w tym składzie miałaby jeszcze dalej rządzić koalicja, to bez premiera Kaczyńskiego - powiedział Lepper w poniedziałek radiu TOK FM. Z kolei Giertych, gość radiowej "Trójki", nie wykluczył, że Liga postawi postulat zmiany na stanowisku premiera. Według niego, zarząd LPR będzie dyskutował o tym w czwartek. Zdaniem Giertycha, Jarosław Kaczyński "skonfliktował się ze wszystkimi" i nikt już nie chce mu zaufać, poza wąską grupą działaczy dawnego Porozumienia Centrum. Giertych uważa, że odwołanie ministra rolnictwa desygnowanego przez Samoobronę, było de facto zerwaniem przez PiS koalicji z partią Leppera.

"PiS jest na krawędzi bankructwa"

Zdaniem wicepremiera, PiS "w różny sposób" prowokuje też LPR, np. odwołując polityka Ligi Daniela Pawłowca z funkcji sekretarza stanu w UKiE lub kwestionując rozporządzenia wydane przez Giertycha jako ministra edukacji. Szef LPR zapowiedział, że sprawą polityki zagranicznej i odwołania Pawłowca zajmie się zarząd LPR na swym poniedziałkowym posiedzeniu. Poinformował też, że zarząd Ligi zbierze się w tym tygodniu kilkakrotnie. Według Giertycha, J. Kaczyńskiemu bardzo zależy na przyspieszonych wyborach, bo - jak ocenił - w wyniku odrzucenia przez PKW sprawozdania finansowego PiS za 2006 r. partia ta znalazła się na "krawędzi bankructwa".

"Nie będziemy głosować tak jak chce PiS"

Samoobrona i LPR postulują także powołanie sejmowej komisji śledczej, która miałaby zbadać akcję CBA w Ministerstwie Rolnictwa. Zdaniem Leppera, premier dążył do konfrontacji z Samoobroną i dlatego zainspirował akcję CBA w resorcie rolnictwa oraz powołał na stanowisko ministra rolnictwa Wojciecha Mojzesowicza - osobę spoza Samoobrony. Jarosław Kaczyński - według lidera Samoobrony - "dokonał również czystek w Ministerstwie Rolnictwa". Dlatego też - zapowiedział Lepper - PiS nie ma co liczyć na to, że Samoobrona w sprawach personalnych będzie głosowała w Sejmie tak jak PiS chce.

Szef Samoobrony zaapelował ponadto do PO, aby "wzięła odpowiedzialność za losy kraju" i utworzyła np. samodzielny przejściowy rząd fachowców przy poparciu innych partii.

Lepper powiedział też, że w wywiadzie, który ukaże się w najnowszej "Polityce" opowiedział m.in. o kulisach współpracy z premierem. W niedzielę Lepper mówił, że informacje, które ma na temat premiera i PiS są porażające.

az, PAP
Gazeta.pl
06-08-2007