sobota, 25 sierpnia 2007

Sąd zajmie się taśmami o. Rydzyka

Będzie dalszy ciąg prawniczej debaty nad taśmami o. Rydzyka. Decyzję toruńskiej prokuratury chcą zaskarżyć młodzieżówki SLD i PO, co oznacza, że sprawę rozstrzygnie sąd


We wtorek oskarżyciele poinformowali, że nie przeprowadzą śledztwa w sprawie ujawnionych przez "Wprost" nagrań wykładów szefa Radia Maryja dla studentów Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej. Ich zdaniem wypowiedzi toruńskiego redemptorysty na temat Lecha Kaczyńskiego i osób narodowości żydowskiej mieściły się w granicach prawa. Śledczy w ogóle nie zastanawiali się, czy zniesławiona została żona prezydenta RP Maria Kaczyńska, o której o. Rydzyk powiedział "ty czarownico". Uznali, że interes społeczny tego nie wymaga. - Bardziej dziwnej decyzji nie można się było spodziewać - podsumował bp Tadeusz Pieronek.

Ale nie tylko werdykt okazał się kontrowersyjny. Także to, komu przysługuje prawo zaskarżenia go. Według Ewy Janczur, zastępczyni szefa Prokuratury Rejonowej Toruń-Centrum-Zachód, odwołanie nie przysługuje nikomu spośród 15 osób i dwóch stowarzyszeń, które złożyły doniesienie na o. Rydzyka. Jej zdaniem odwołać może się tylko Lech Kaczyński - jedyny pokrzywdzony w tej sprawie. Jednak jego kancelaria już poinformowała, że nie skorzysta z tego prawa. Z prywatnym aktem oskarżenia przeciwko o. Rydzykowi nie będzie też występować pani Maria Kaczyńska.

Gdyby trzymać się słów Janczur, sprawa jest definitywnie zamknięta. Jednak innego zdania są prawnicy. - Stowarzyszenia mogą się odwołać, bo pozwala na to art. 306 kodeksu postępowania karnego - uważa toruńska adwokat Ewa Wielińska.

Z jej oceną zgodziło się w środę kilku sędziów, jednak prosili o niepodawanie nazwisk.

O tym, że mają możliwość zażalenia się, przekonane są także młodzieżówki PO i SLD, które domagały się ścigania o. Rydzyka. - Na bank będziemy się odwoływać - zapowiada Konrad Gołota, sekretarz Federacji Młodych Socjaldemokratów. - Już analizujemy, jak powinno brzmieć nasze pismo.

Stowarzyszenie Młodzi Demokraci decyzji jeszcze nie podjęło, ale nie wyklucza, że postąpi tak samo. - Najpierw chcemy poznać uzasadnienie prokuratury, czekamy na jej pismo - mówi Szymon Moś, przewodniczący gdańskiego koła młodzieżówki PO.

Zażalenia rozpozna toruński sąd okręgowy. Jeśli uchyli decyzję oskarżycieli, będą musieli wszcząć śledztwo. Janczur może wprawdzie odmówić przyjęcia pism obu stowarzyszeń, ale wtedy sprawa też trafi do sądu, bo będą one mogły się od tego odwołać.

Karol Dolecki
Gazeta Wyborcza
23-08-2007

Ziobro: Nie zlecałem inwigilacji polityków i mediów

Zbigniew Ziobro zaprzeczył, by służby specjalne inwigilowały polityków i media. Powiedział, że nie zlecał ani nie inspirował takich działań. Ziobro uznał za insynuacje wypowiedzi Janusza Kaczmarka, który miał twierdzić, że służby specjalne inwigilowały polityków opozycji, koncerny medialne i dziennikarzy. Ziobro nie wykluczył jednak, że są prowadzone działania operacyjne wobec koncernów medialnych dodając, iż może nie wiedzieć o niektórych działaniach.


"Jego wypowiedzi wynikają z trudnej sytuacji"

Zbigniew Ziobro zarzucił Januszowi Kaczmarkowi, że chce zdezawuować działania organów ścigania. Na specjalnej konferencji prasowej w Kancelarii Premiera Ziobro powiedział, że były minister spraw wewnętrznych chce utrudnić tym organom działania wobec jego osoby.

Minister sprawiedliwości dodał, że wypowiedzi Kaczmarka wynikają z jego trudnej sytuacji. Mogą mu bowiem zostać postawione poważne zarzuty. Minister sprawiedliwości zauważył, że Janusz Kaczmarek, który jest kandydatem Samoobrony i Ligi Polskich Rodzin na premiera, chce stworzyć korzystną dla siebie sytuację polityczną. Ziobro dodał, że organa ścigania od pewnego czasu wiedziały, iż Kaczmarek przygotowuje prowokację, mającą utrudnić działania policji i prokuratury w sprawie przecieku o akcji CBA. Minister powiedział, że nie może przedstawić dowodów w tej sprawie, gdyż są objęte tajemnicą śledztwa. Wyraził jednak nadzieję, że niebawem będzie można je ujawnić.

Minister sprawiedliwości powiedział, że można ujawnić materiały z wczorajszego posiedzenia sejmowej komisji do spraw służb specjalnych, o ile nie zagrozi to tajemnicy państwowej. Ziobro zwrócił jednak uwagę, że choć posiedzenie było tajne, to informacje o nim przenikają do mediów. Zdaniem ministra, tak samo może być z ewentualną komisją śledczą do spraw CBA.

"Kaczmarek popełnił przestępstwo, jeśli wiedział a nie zareagował"

Zbigniew Ziobro podkreślił, że Kaczmarek popełnił przestępstwo, jeśli miał informacje o nieprawidłowościach w organach ścigania, i nie zareagował. Przypomniał, że były minister wiele razy mówił nieprawdę, na przykład w sprawie swej przynależności do PZPR. Minister sprawiedliwości dodał, że już w latach 80. przełożeni Kaczmarka z prokuratury zarzucali mu, iż mija się z prawdą.

Zbigniew Ziobro dodał, że chciałby jak najszybszego ujawnienia materiałów śledztwa w sprawie przecieku o akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa. Wyjaśniłoby to, jego zdaniem, wypowiedzi i postępowanie Kaczmarka. Minister sprawiedliwości powiedział jednak, że nie ingeruje w postępowanie w tej sprawie i decyzja w sprawie ujawnienia materiałów nie zależy od niego.

Ziobro przyznał, że Janusz Kaczmarek miał certyfikaty dostępu do tajnych informacji. MSW nie analizuje jednak, czy były minister może ujawnić takie informacje lub w inny sposób zagrozić bezpieczeństwu państwa.

Łopiński i Dziedziczak też zaprzeczają

Szef gabinetu Prezydenta Maciej Łopiński zaprzeczył na tej samej konferencji, aby prezydent prosił służby specjalne o kontrolę działalności innych służb, mających inwigilować jego rodzinę. Janusz Kaczmarek miał o tym wczoraj mówić na posiedzeniu sejmowej komisji do spraw służb specjalnych. Łopiński oświadczył, że Janusz Kaczmarek nie informował prezydenta o nieprawidłowościach, o których mówił w mediach. Rzecznik rządu Jan Dziedziczak zaprzeczył natomiast, aby premier zlecał inwigilację Lecha Wałęsy i jego rodziny.

Wasserman: To ma charakter wyborczy

Koordynator służb specjalnych Zbigniew Wassermann powiedział, że twierdzenia, iż służby specjalne służą jednej z partii politycznych, mają charakter wyborczy. Wassermann przyznał, że niektóre fakty, o których mówił Kaczmarek, miały miejsce, ale inna była ich wymowa. Koordynator zaprzeczył, aby mówił Kaczmarkowi, że minister Ziobro inspiruje ataki prasowe na jego osobę. Wassermann przyznał tylko, że rozmawiał z Kaczmarkiem o kampanii medialnej przeciwko rządowi. Mówiąc o podsłuchach, koordynator podkreślił, że każdy podsłuch został założony za zgodą sądu. Przyznał jednak, że w obecnych uregulowaniach prawnych trudno mu nadzorować wszystkie służby specjalne. Zdaniem Wassermanna, trzeba rozważyć zmianę tych uregulowań.

Kamiński: To brednie i bzdury

Szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego Mariusz Kamiński uznał wypowiedzi Janusza Kaczmarka za "brednie i bzdury". Oświadczył przy tym, że CBA nie boi się komisji śledczej. Obawia się natomiast zniszczenia przed wyborami śledztwa w sprawie afery korupcyjnej w Ministerstwie Rolnictwa. Szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Bogdan Święczkowski oświadczył, że wszelkie działania Agencji są zgodne z prawem.

strem, IAR
Gazeta.pl
23.08-2007

Zatrzymanie doktora G. w spocie PiS

Prawo i Sprawiedliwość w swoim najnowszym spocie wyborczym "Wierność zasadom" wykorzystało zdjęcia operacyjne CBA z zatrzymania kardiochirurga Mirosława G.


Mirosław G. został zatrzymany przez CBA 12 lutego. Postawiono mu 50 zarzutów, w tym najcięższy - zabójstwa. Jednak sąd stwierdził, że mimo 5 miesięcy śledztwa nie wykazano, by zachodziło "duże prawdopodobieństwo", iż dr G. umyślnie zabił pacjenta.

PiS w swoim spocie pokazuje m.in. jak agenci CBA prowadzą zatrzymanego kardiochirurga. Ten fragment opatrzony jest komentarzem: "[...]Gdy korupcja ogarnęła wysokich urzędników, pokazał (Jarosław Kaczyński) że potrafi podejmować twarde decyzje[...]":

W CBA przyznają, że nie byli informowani przez PiS o wykorzystaniu materiałów. - Udostępniliśmy materiały wideo dla mediów. Musimy sprawdzić czy partie mogą z nich korzystać w swoich spotach - powiedział portalowi Gazeta.pl Tomasz Frątczak, dyrektor gabinetu szefa CBA.

mp
Gazeta.pl
21-08-2007

Białe miasteczko tym razem na Wiejskiej

Białe miasteczko wraca do Warszawy. Jutro rano przed Sejmem namioty rozbije 30 pielęgniarek z różnych regionów Polski. Będą w stolicy do piątku, a więc do końca pierwszego po wakacyjnej przerwie posiedzenia Sejmu - pisze DZIENNIK.

"Chcemy ugrać swoje. Tylko tyle" - mówią. Na ul. Wiejskiej stawią się jutro o 8 rano. Rozbiją namioty. Cel protestu: ten sam, jaki przyświecał im, kiedy na przełomie czerwca i lipca manifestowały przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów. Wtedy nie udało im się nic wynegocjować.

"Żądamy przedłużenia obowiązywania ustawy gwarantującej nam podwyżki i zmian w tej ustawie" - tłumaczy przyjazd do Warszawy Dorota Gardias, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.

Siostry żądają równych praw dla personelu medycznego niezależnie od tego, czy pracuje w szpitalu gminnym, powiatowym czy klinicznym. Teraz jednak planują bezpośrednio zwrócić się do posłów, którzy są władni uchwalić żądane przez nie zapisy.

"Chcemy im wytłumaczyć, o co walczymy i dlaczego to jest ważne" - mówi Longina Kaczmarska, wiceprzewodnicząca OZZPiP.

Pielęgniarki będą pod Sejmem do piątku. Potem zjawią się znowu na kilka dni 6 września. Również na czas obrad Sejmu. I co ważniejsze, na czas gorącej politycznej debaty.

Trudno wyobrazić sobie, by w okresie kampanii wyborczej jakikolwiek polityk nie wykorzystał szansy pojawienia się w miasteczku i zademonstrowania swojej solidarności przed kamerami. Tak jak to było podczas poprzedniego protestu przed wakacjami, gdy miasteczko rozbito pod kancelarią premiera.

Wówczas Jolanta Kwaśniewska przyniosła im różę, prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz przysłała strażników miejskich z kocami i posiłkiem, a politycy SLD: Ryszard Kalisz, Wojciech Olejniczak i Katarzyna Piekarska, dostarczyli 300 hamburgerów.

Pielęgniarki nie obawiają się, że będą wykorzystywane do przedwyborczej gry. "Oczywiście, wielu polityków może mieć swój interes, opowiadając się za nami. Chcą coś ugrać, ale my też" - tłumaczy Longina Kaczmarska z OZZPiP.

A Dorota Gardias dodaje: - Oni wiedzą, że będziemy przed Sejmem. Po prostu zapraszamy ich do siebie na rozmowy.

Politycy zaproszenie przyjmują. "Pielęgniarki mogą liczyć na nasze wsparcie" - przekonuje Izabela Jaruga-Nowacka z SLD. Wcześniej w miasteczku pojawiała sie kilkakrotnie. Również wtedy, gdy jej koledzy przynieśli torby hamburgerów. Niewykluczone, że tak będzie i teraz.

"Jeśli będzie taka potrzeba, to zachowam się jak każdy przyzwoity człowiek" - mówi z patosem posłanka i kategorycznie odżegnuje się od jakichkolwiek politycznych motywów działania: "Do białego miasteczka przemykałam w nocy, aby unikać kamer" - zapewnia.

Ryszard Kalisz oburza się, kiedy słyszy, że wizyta u sióstr może być odebrana inaczej niż tylko jako zwykły odruch serca.

"Jeśli ktoś mi zarzuca, że to polityczne zagrania, to proszę bardzo!" - mówi ze złością, kiedy przypominamy mu hamburgery. "Jeśli i tym razem sytuacja się powtórzy, pielęgniarki mogą na mnie liczyć!".

Wojciech Olejniczak nie chciał wczoraj rozmawiać o ewentualnym wsparciu dla pielęgniarek, zasłaniając się ważniejszymi wydarzeniami politycznymi. Na nasze pytania nie odpowiedziała też Jolanta Kwaśniewska. Rzecznik biura prasowego Hanny Gronkiewicz-Waltz w pomocy nie widzi nic złego.

Ale są tacy, którzy spróbują oprzeć się pokusie wizyty w miasteczku. U pielęgniarek na Wiejskiej na pewno nie stanie noga Stefana Niesiołowskiego z PO.

"Moja wizyta słusznie mogłaby być odebrana jako próba wykorzystania protestu do celów politycznych" - zauważa. Ale obiecuje, że będzie popierał pielęgniarki w swoich wystąpieniach, podobnie jak podczas pierwszego protestu. Wówczas, gdy policja zepchnęła protestujące siostry z ulicy, senator Niesiołowski porównał funkcjonariuszy do ZOMO.

Jest jednak szansa, że sytuacja z czerwca nie powtórzy się. Obie manifestacje są zarejestrowane i legalne. "Nie przewidujemy, żeby ta manifestacja w jakikolwiek sposób zakłóciła pracę Sejmu. Straż marszałkowska zastosuje te same procedury co zawsze. Powiadomi o demonstracji stanowisko kierowania Komendy Stołecznej Policji" - zapowiada Joanna Trzaska-Wieczorek z biura prasowego Kancelarii Sejmu.


Piekarska: Ten Sejm nie zdąży się zająć pielęgniarkami

Katarzyna Świerczyńska: Odwiedzi pani pielęgniarki na Wiejskiej?
Katarzyna Piekarska*: Nie wiem. Jeżeli padnie takie zaproszenie.

Pielęgniarki zapraszają wszystkich posłów.
No to być może. Sytuację służby zdrowia trzeba unormować. Jeżeli rozmowy z politykami mają w tym pomóc, to dlaczego nie. Czas skończyć żenujący spektakl polityczny i usiąść do konkretnych rozmów.

Podczas ostatniego protestu politycy SLD bardzo zaangażowali się w życie białego miasteczka. Przynieśliście hamburgery, koce. Czy tak będzie teraz?
Ja o hamburgerach nic nie wiem. Przynieśliśmy siostrom potrzebne im rzeczy, to wszystko. Zrobiliśmy to, co do nas należało. Mam nadzieję, że ten protest nie będzie miał aż tak dramatycznego charakteru.

SLD wykorzysta manifestację, aby pokazać się przed wyborami?
Nie nazwałabym tego w ten sposób. Jeśli pielęgniarki chcą z nami rozmawiać w tym gorącym okresie, nie widzę w tym nic złego. Obawiam się tylko, że ich sprawą nie zdąży się zająć ten parlament. Prędzej posłowie kolejnej kadencji.

*Katarzyna Piekarska, posłanka SLD, na przełomie czerwca i lipca kilka razy pojawiała się w białym miasteczku w Alejach Ujazdowskich


Katarzyna Świerczyńska, Barbara Sowa
Dziennik.pl
21-08-2007

Startuje czarno-biała kampania Kaczyńskiego

PRZEGLĄD PRASY. Stojący na tle morza, z okularami w ręku i zapatrzony w dal - takie plakaty z hasłem "Premier Kaczyński: zasady zobowiązują" pojawią się dziś na ulicach miast.


Podobnie jak dwa lata temu, PiS znów rozpoczyna kampanię wyborczą przed rywalami - pisze "Dziennik".

PiS zaskoczyło polityków opozycji. "Jeszcze nie zaczęliśmy drukować naszych plakatów, bo ani dziś, ani jutro termin wyborów nie będzie znany" - przyznaje gazecie Jerzy Szmajdziński, szef klubu parlamentarnego SLD. Nowych plakatów PiS nie widział jeszcze Sławomir Nowak, jeden z autorów strategii wyborczej Platformy Obywatelskiej.

Dlaczego Prawo i Sprawiedliwość wykupiło miejsca na billboardach, choć termin wcześniejszych wyborów wciąż nie jest przesądzony? - pyta "Dziennik".

Czarno-białe plakaty: zero kompromisów

"To odpowiedź na wydarzenia z ostatnich tygodni. Chcemy jasno odróżnić się od wszystkich innych partii, które tolerują korupcję w swoich szeregach, a przynajmniej nie są zdeterminowane z nią walczyć" - tłumaczy Adam Bielan, rzecznik PiS. Temu ma służyć utrzymanie plakatów w barwach czarno-białych, bo zdaniem braci Kaczyńskich, w walce o nową Polską nie może być kompromisów. Podobnemu celowi ma też służyć wizerunek Jarosława Kaczyńskiego jako samotnego, zamyślonego męża stanu, który odcina się od bieżących rozgrywek politycznych.

"To będzie kampania programów, ale przede wszystkim osobowości, które pociągną elektorat. W Niemczech SPD dwukrotnie osiągnęła dobry wynik wyborczy dzięki osobistej charyzmie Gerharda Schroedera, taki sam efekt uzyskała brytyjska Partia Pracy dzięki Tonyęemu Blairowi. To tendencja światowa" - tłumaczy Bielan.

Maleje zaufanie do premiera

Strategia PiS nie jest pozbawiona ryzyka. Jarosław Kaczyński, jak wskazują ostatnie sondaże, z trudem mieści się wśród 10 najbardziej popularnych polityków w Polsce. Jednak stratedzy rządzącego ugrupowania wierzą, że uda się przekonać wyborców do wizerunku premiera jako patrioty i stanowczego lidera.

"Nawet najwięksi wrogowie nie mogą odmówić Jarosławowi Kaczyńskiemu uczciwości. Ogólny poziom zaufania społecznego ma mniejsze znaczenie, bo notowania Jacka Kuronia były tu rekordowe, a w wyborach prezydenckich nie przeszedł do II tury" - przekonuje Bielan na łamach "Dziennika".

mar, PAP
Gazeta.pl
21-08-2007