piątek, 20 lipca 2007

Kapituła złych obyczajów

Bronisław Geremek i Tadeusz Mazowiecki do dziś nie dostali od prezydenta zawiadomienia, że nie są już członkami Kapituły Orła Białego


- Nie chcę tego komentować - powiedział "Gazecie" Geremek (eurodeputowany i b. szef MSZ), potwierdzając jedynie, że nikt go nie zawiadomił o tym, że nie jest już członkiem Kapituły najwyższego polskiego odznaczenia. Zawiadomienia nie dostał też Mazowiecki (pierwszy niekomunistyczny premier RP). O tym, że nie są w Kapitule, dowiedzieli się 2,5 miesiąca temu, ale tylko z medialnych wypowiedzi Macieja Łopińskiego, rzecznika prezydenta RP,.

Geremek i Mazowiecki zostali, odwołani bo odmówili złożenia oświadczeń lustracyjnych, stwierdzając, że zrobili to już wcześniej i uważają, że żądanie ponownego złożenia oświadczenia jest sprzecznie z konstytucyjną zasadą poszanowania godności ludzkiej. Decyzje o odwołaniu obu polityków z Kapituły prezydent podtrzymał również wtedy, gdy Trybunał Konstytucyjny zakwestionował szereg zapisów ustawy lustracyjnej, w tym sam wzór oświadczeń lustracyjnych.

Czy brak formalnego zawiadomienia o usunięciu z grona członków Kapituły oznacza, że Geremek i Mazowiecki nadal w niej zasiadają? Zdaniem Leny Dąbkowskiej-Cichockiej, minister w Kancelarii Prezydenta, zawiadamianie o odwołaniu z Kapituły nie było konieczne: - Obaj panowie nie zostali odwołani, lecz w związku z tym, że nie złożyli oświadczeń, na mocy ustawy ich członkostwo w Kapitule wygasło. Nie było obowiązku zawiadamiania ich o tym.

Nie zgadza się z nią prof. Hubert Izdebski, specjalista od prawa administracyjnego z Uniwersytetu Warszawskiego: - Nie powiadamiając o tym, formalnie naruszono nie tylko dobre obyczaje, ale i prawo, które jednak wymaga, by zainteresowany został o czymś takim skutecznie powiadomiony, a nie opierał się na tym, co powiedziano w telewizji.

Członkowie kapituły wybierani są na pięcioletnie kadencje spośród kawalerów Orła Białego. Jest ich pięciu, a szósty - prezydent - jest Wielkim Mistrzem Orderu. W czasie prezydentury Lecha Kaczyńskiego Kapituła przeżyła kilka wstrząsów. Najpierw - w 2005 r. - odeszła z niej prof. Barbara Skarga, protestując przeciwko słowom Kaczyńskiego, że za czasów poprzedniego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego order "nadawano osobom zasłużonym, ale dla PRL". Po usunięciu Geremka i Mazowieckiego z członkostwa w Kapitule zrezygnował prof. Władysław Bartoszewski, który zwrócił uwagę, że Kaczyński nie konsultuje z Kapitułą nominacji do orderu i od czasu objęcia prezydentury ani razu nie zwołał jej posiedzenia (powinna zbierać się raz na pół roku).

W tej chwili w Kapitule zasiadają prof. Wiesław Chrzanowski, bp Ignacy Tokarczuk i Andrzej Gwiazda.

Wojciech Czuchnowski
Gazeta Wyborcza
20-07-2007

Życie mija nam na staniu w kolejkach

Gigantyczne kolejki, wściekli i zmęczeni ludzie oraz rozlazła biurokracja. Tak wygląda potworna rzeczywistość w polskich urzędach. A to, co dzieje się w wydziałach komunikacji, przechodzi ludzkie pojęcie.

"Dlaczego nie można pójść do urzędu, stanąć przy okienku i od ręki załatwić wszystkich niezbędnych formalności? Przecież rejestracja auta to nie żadna fanaberia, tylko zwyczajna sprawa" - burzy się Leszek Pielucha z Poznania. Jak setki tysięcy innych Polaków musiał wziąć dzień wolny z pracy - pisze "Fakt".

Potem godzinami stać w urzędzie, by załatwić prostą z pozoru rzecz. Niby dokumenty były w komplecie, ale urzędnik zawsze udowadniał, że czegoś w tej skrzętnie uzupełnianej teczce brakuje. I znów trzeba było pędzić do domu i dokładać kolejne kwitki. A następnego dnia po raz kolejny do kolejki! I tak trzy razy z rzędu.
Najgorzej jest w dużych miastach. W stolicy na rejestrację samochodu trzeba czekać nawet pięć godzin. W Krakowie i w Olsztynie aż cztery godziny, a w Szczecinie czy Katowicach trzy godziny - pisze "Fakt".

Ale tych, którzy dobiją się do tej gigantycznej kolejki, i tak można uznać za prawdziwych szczęśliwców. Bo w większości urzędów, gdzie obowiązują numerki dla petentów, błyskawicznie się one rozchodzą. "Numerki wydajemy od godz. 8, więc najlepiej przyjść po nie godzinę wcześniej. Bo później już można się nie załapać" - nie ukrywa pracownik wydziału komunikacji w Olsztynie. A to oznacza, że ten urząd nie jest w stanie obsłużyć wszystkich, którzy się do niego zgłoszą!

Skąd się biorą te kilkugodzinne kolejki? Urzędnik, zamiast szybko sprawdzić dokumenty i wydać dowód tymczasowy, zaczyna przy nas przepisywać do komputera wszystkie dane. My co prawda w tym czasie możemy dokonać niezbędnych opłat w kasie, ale i tak gdy wracamy do okienka, jeszcze się upewnia, czy wszystkie numery, nazwisko i adres się zgadzają. Dopiero potem bierze się do drukowania tymczasowego dokumentu.

Inna sprawa, że urzędnicy wcale się nie przepracowują, co potwierdza samo Ministerstwo Transportu. "Przydałaby się też taka organizacja pracy, która pozwalałaby na obsługę obywateli po godzinie 15. W końcu z ankiet z przeprowadzonych przez producenta dokumentów wynika, że tylko 20 urzędów w kraju ma czas pracy wydłużony do godz. 19. A to załatwiłoby wiele spraw" - przyznaje "Faktowi" Teresa Jakutowicz, rzeczniczka Ministerstwa Transportu.


Dziennik.pl
20-07-2007

czwartek, 19 lipca 2007

Giertych: premier chce promować "pederastię"

Powrót twórczości Witolda Gombrowicza do kanonu lektur szkolnych zapowiedział premier Jarosław Kaczyński na konferencji prasowej podsumowującej rok funkcjonowania swojego rządu. Jeżeli premier chce wziąć na swoje sumienie wprowadzenie do kanonu lektur książki promującej pederastię, niech to robi. Ja bym na jego miejscu tego nie robił - powiedział telewizyjnej "Panoramie" minister edukacji Roman Giertych. Rzecznik rządu Jan Dziedziczak uznał, że takie opinie są niepotrzebnym zaognianiem sytuacji w koalicji.

O zmianach w kanonie premier wspomniał mówiąc o podjęciu "wysiłku zmierzającego do tego, by szkoła znów przekazywała wartości wspólnotowe". Jak wyjaśnił premier, chodzi o wartości narodowe przekazywane uczniom w oparciu o wiedzę historyczną i literacką.

Wiem, że wokół tego wybuchły różnego rodzaju spory. Chcę poinformować, że podjąłem decyzję w sprawie rozporządzenia odnoszącego się do lektur szkolnych. I te lektury będą takie jak to zapowiadałem - nie będzie eliminacji Gombrowicza, nie będzie także tam pisarzy, których klasę można określić jako średnią, chociaż bardzo dużo napisali; to nie jest przesłanka do tego, by uznać ich jako klasyków - powiedział J.Kaczyński.

Jednocześnie premier zapewnił, że jeśli chodzi o zmiany mające na celu przekazywanie wartości narodowych, to "ten kierunek jest właściwy". I my ten kierunek podtrzymujemy niezależnie od tego, kto za to odpowiada i jakie specyficzne cechy osobiste przejawia - zaznaczył.

Jeżeli premier chce wziąć na swoje sumienie wprowadzenie do kanonu lektur książki promującej pederastię, niech to robi. Ja bym na jego miejscu tego nie robił - powiedział telewizyjnej "Panoramie" minister edukacji Roman Giertych. Wcześniej treści homoseksualne Giertych zarzucał "Transatlantykowi" Gombrowicza i tym uzasadniał nieuwzględnienie tego autora na liście szkolnych lektur.

Jeden z dziennikarzy podziękował premierowi, bo - zwrócił się do szefa rządu - "zdaje się, że w rocznicę PRON (Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego) zakomunikował nam pan, że pewien wybitny autor, twórca PRON-u, nie będzie w lekturach i dzieci nie będą musiały go czytać". (Chodzi o Jana Dobraczyńskiego).

A skąd pan wie? A może to chodziło o kogoś innego, może o Kraszewskiego, też dużo napisał - żartował premier.

Mam nadzieję, że Kraszewski zostanie, jego bajki też bardzo lubię - odparł dziennikarz.

Krasicki pisał bajki, ale wszystko jedno - zauważył J.Kaczyński. Zobaczycie rozporządzenie zmieniające rozporządzenie (w sprawie lektur) i będzie wszystko jasne. Został przywrócony Gombrowicz. I celnie pan to powiedział, domyślił się pan: lepiej pan zna współczesną literaturę, niż XVIII i XIX-wieczną - podkreślił szef rządu.

W wieczornym wywiadzie dla TVP premier przyznał, że mylił się, bo Kraszewski pisał także bajki. Przed chwilą otrzymaliśmy taki sms od zainteresowanego (chodzi o dziennikarza Radia Zet). Muszę wobec tego przeprosić - powiedział J.Kaczyński.

Na początku lipca wicepremier, minister edukacji Roman Giertych podpisał rozporządzenie wprowadzające nowy kanon lektur szkolnych; nie ma w nim żadnego dzieła Gombrowicza, znalazła się za to powieść jednego z twórców PRON Jana Dobraczyńskiego "Cień ojca". Ma ono obowiązywać od nowego roku szkolnego.

Minister kultury Kazimierz Michał Ujazdowski nazwał to "błędną decyzją". Zdaniem Ujazdowskiego, na obecny tekst rozporządzenia powinny zostać naniesione poprawki; tym jednak, według niego, powinni się zająć nie urzędnicy, lecz naukowcy. Wystosował także pismo do Rządowego Centrum Legislacji o wstrzymanie publikacji rozporządzenia oraz rozmawiał w tej sprawie z premierem.

Po tym spotkaniu rzecznik rządu Jan Dziedziczak zapowiedział, że przed podjęciem ostatecznej decyzji w sprawie nowego kanonu lektur szkolnych premier chce poznać opinie wybitnych naukowców- polonistów. Wcześniej J.Kaczyński mówił, że nie wyobraża sobie, aby w kanonie lektur zabrakło dzieł m.in. Gombrowicza.

W ubiegłym tygodniu rozporządzenie dotyczące kanonu opublikowane zostało jednak w Dzienniku Ustaw w wersji podpisanej przez Giertycha. Minister edukacji poinformował, że dostał na to zgodę premiera, oraz że nie ma nic przeciwko dalszej dyskusji nad kształtem ewentualnego przyszłego kanonu.

"Cieszę się, że zgłaszany przeze mnie postulat obecności w spisie lektur utworów Witolda Gombrowicza, Jana Lechonia i Kazimierza Wierzyńskiego znajdzie swój wyraz w nowym dokumencie rządowym" - podkreślił Ujazdowski w oświadczeniu przekazanym w czwartek PAP.

Tymczasem rzeczniczka ministra edukacji Aneta Woźniak, pytana o wypowiedź premiera dotyczącą kanonu lektur, powiedziała PAP, że "MEN nie przewiduje żadnych zmian w rozporządzeniu".

Podczas czwartkowego wystąpienia podsumowującego rok funkcjonowania rządu premier wspomniał także działania na rzecz poprawy bezpieczeństwa w szkołach. Jak mówił, "mamy do czynienia (...) z rozpoczęciem zabiegów o przywrócenie w szkołach elementarnego porządku, bo tego porządku nie było. A ten brak godził przede wszystkim w dobrego, kulturalnego, spokojnego ucznia".

J.Kaczyński zaznaczył, że właśnie z myślą o takim uczniu podjęto działania. Chodzi o to, by mógł on się w szkole czuć spokojnie, by mógł się uczyć, żeby patologiczne zjawiska były zwalczane, by nie udawano, że ich nie ma - dodał.

Premier podkreślił także, że oświata to ważna część życia publicznego, a zmiany w niej to "element budowy nowej formacji ustrojowej, nowego kształtu naszego życia publicznego".

PAP/IAR
wp.pl
19-07-2007

Syn Hojarskiej odpowie w trybie zwykłym. Resort sprawiedliwości zdziwiony

Dziewiętnastoletni Tomasz, syn posłanki Samoobrony Danuty Hojarskiej, został zatrzymany przez policję, gdy jechał rowerem, mając w wydychanym powietrzu 2 promile alkoholu.

Sprawa trafi do zwykłego, a nie 24-godzinnego trybu sądowego. Resort sprawiedliwości poinformował w czwartek po południu, że zbada w prokuraturze, co niezwykłego było w tej sprawie, iż nie trafiła do trybu przyśpieszonego.

- Tomasz H. został zatrzymany w miejscowości Ostaszewo (Pomorskie) w minioną niedzielę. Jechał na rowerze, badania ujawniły, że w wydychanym powietrzu miał 2 promile alkoholu. Sprawę prowadzi teraz prokuratura rejonowa w Malborku - powiedziała Anetta Paterowicz-Sosnowska z Zespołu Komunikacji Społecznej KWP w Gdańsku.

Szef prokuratury w Malborku Waldemar Zduniak potwierdził, że jego prokuratura nadzoruje postępowanie wszczęte przez komendę policji w Nowym Dworze Gdańskim.

- W sprawie tej zostało wszczęte postępowanie w dniu wczorajszym, wydano postanowienie o postawieniu zarzutów, na przyszły tydzień zaplanowane zostały czynności z podejrzanym. Myślimy, że w ciągu najbliższych dwóch tygodni uda nam się zgromadzić wszystkie dokumenty niezbędne do skierowania w tej sprawie aktu oskarżenia do sądu w Nowym Dworze Gdańskim - powiedział w czwartek Waldemar Zduniak.

Prokurator dodał, że organa prowadzące sprawę uznały, iż nie zachodzi potrzeba nadania sprawie trybu przyspieszonego. Piotr Matczuk z Biura Informacji Ministerstwa Sprawiedliwości powiedział, że resort będzie badał w prokuraturze, czy rzeczywiście sprawa nie kwalifikowała się do trybu przyśpieszonego.

- Jeżeli, tak jak w tej sprawie, mamy do czynienia z zatrzymaniem osoby znanej funkcjonariuszom policji, wcześniej nie karanej za żadne przestępstwa, w pobliżu swojego miejsca zamieszkania, a więc nie stwarzającej zagrożenia dla bezpieczeństwa w ruchu drogowym dodatkowego, to ten tryb przyspieszony nie był widocznie konieczny i go nie zastosowano. Nie jest to żadnym nadzwyczajnym wydarzeniem, bo tego rodzaju sytuacje są stosowane w podobnych zdarzeniach - wyjaśnił szef prokuratury w Malborku.

Dodał, że Tomaszowi H. może grozić do roku pozbawienia wolności, bądź kara ograniczenia wolności w wymiarze do roku, bądź kara grzywny. "A obligatoryjnie do tego jest jeszcze zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych orzekany" - zaznaczył prokurator.

cheko, PAP
Gazeta.pl
19-07-2007

Lepper po spotkaniu z Giertychem: Do wyborów jest coraz bliżej

Po spotkaniu z Romanem Giertychem Andrzej Lepper ocenił, że jest coraz bliżej do wyborów. "Nie można nas stawiać pod ścianą, żebyśmy tylko my robili co PiS chce" - powiedział.


Lepper powiedział w czwartek po południu dziennikarzom, że jeszcze nie dostał od premiera listu z tzw. warunkami dobrego rządzenia.

Przekazanie koalicjantom - Samoobronie i LPR - tych warunków PiS zapowiedział już w środę wieczorem. Premier uzależnia podtrzymanie koalicji od ich spełnienia. Szef rządu nie chciał w czwartek ujawnić treści całego listu do Leppera i Giertycha, ale powiedział, że jednym z warunków jest brak poparcia dla komisji śledczej w sprawie CBA.

Lepper nie chciał odpowiedzieć co zrobi, jeśli żądaniem premiera, koniecznym do utrzymania koalicji, będzie głosowanie za uchylaniem immunitetów parlamentarnych, jeśli prokuratura będzie o to wnioskowała. Lepper powiedział jedynie, że nie słyszał o takim warunku i że byłaby to zmiana umowy koalicyjnej.

O takim warunku dla koalicjantów mówił w czwartek rano premier Jarosław Kaczyński.

Lepper: PiS musi się wywiązać ze wszystkich zobowiązań

- Jeżeli chcemy usiąść do stołu i rozmawiać od początku o umowie (koalicyjnej) to proszę bardzo - podkreślił szef Samoobrony.

Dodał, że PiS musi wywiązać się ze wszystkich zobowiązań w stosunku do koalicjantów. W tym kontekście wymienił zobowiązania personalne, oraz - jak podkreślił - szczególnie ustawowe "co do polityki prospołecznej, prosocjalnej, prorodzinnej". "Oni mają zobowiązania wobec nas, a nie my wobec ich" - zaznaczył.

Według szefa Samoobrony, jest coraz bliżej do wyborów. "Jeżeli nas się będzie stawiać pod ścianą i mówić, że macie wykonywać wszystko, że wy nie macie prawa głosu, (...) tylko wykonywać wszystko, co chce premier, to takiej koalicji jeszcze nie było w Polsce" - oświadczył.

Wierzejski: Na list premiera odpowiemy pod koniec sierpnia

Wiceszef LPR Wojciech Wierzejski powiedział w czwartek dziennikarzom w Sejmie, że Liga i Samoobrona odpowiedzą na list premiera Jarosława Kaczyńskiego zawierający "warunki dobrego rządzenia" pod koniec sierpnia, kiedy zbierze się Rada Polityczna LiS.

- Na list kierownictwa PiS nasi liderzy odpowiedzią w stosownym czasie, najpierw musi być Rada Polityczna - mówił polityk LPR. Jak dodał, odpowiedź "będzie owocem ustaleń Rady Politycznej Ligi i Samoobrony, której termin został wyznaczony na koniec sierpnia".

"PiS traci coraz więcej przyjaciół w parlamencie"

Pytany o jeden z warunków, o których mówił szef rządu, niedopuszczenie do powstania komisji śledczej ds. akcji CBA, Wierzejski powiedział, że PiS "najpierw stoi za organizowaniem swoistej afery korupcyjnej, a gdy okazuje się, że ta afera nie została zorganizowana dobrze, gdy wszyscy proszą o dowody, mowa jest: >>nie proście, bo nie będzie rządu<<. Tak się nie postępuje" - dodał.

Wierzejski nie wierzy w ewentualność wcześniejszych wyborów parlamentarnych. "Nie PiS będzie decydował o tym, kiedy będą wybory. Musi być zgoda większości parlamentarnej, a swoimi działaniami PiS traci oraz więcej przyjaciół w parlamencie" - powiedział wiceszef LPR.

cheko, PAP, IAR
Gazeta.pl
19-07-2007