sobota, 25 sierpnia 2007

Dziennikarze na podsłuchu

Dziennikarzy, których według zeznań byłego szefa MSW Janusza Kaczmarka podsłuchiwały służby łączy jedno: wszyscy publikowali niewygodne dla Zbigniewa Ziobry materiały o nieprawidłowościach w jego Ministerstwie Sprawiedliwości i o nim samym pisali krytycznie


Obsesją Ziobry było zdobywanie informacji na temat źródeł, z których dziennikarze czerpią wiadomości. Kiedy w "Rzeczpospolitej" ukazała się seria tekstów o dokonywanych przez Ziobrę czystkach w krakowskiej prokuraturze i sporach pomiędzy Ziobrą a Wassermannem (koordynatorem służb specjalnych), Ziobro zażądał billingów z telefonów krakowskich prokuratorów oraz autorów artykułu. To samo było, gdy w "Gazecie" ukazał się tekst o tym, że planowano podsłuchiwać prezydenta Krakowa - opowiada prokurator Prokuratury Krajowej. Według jego relacji analizy billingów dziennikarzy były w resorcie Ziobry na porządku dziennym.

- Uzyskanie billingów nie wymaga zgody sądu czy prokuratora. Może o nie wystąpić średniego szczebla funkcjonariusz policji czy ABW. A poza tym poprzez swoich ludzi ulokowanych w sieciach telefonii komórkowej służby mają niczym nieograniczony dostęp do billingów - tłumaczy były wysoki oficer ABW specjalizujący się w technikach operacyjnych.

Dużo trudniej jest założyć dziennikarzowi podsłuch. Wymaga to zgody sądu, a gdy chce go założyć ABW, również prokuratora generalnego. Tyle że podsłuch należy do środków techniki operacyjnej, które powinny być stosowane tylko w przypadku najpoważniejszych przestępstw, nie zaś po to, by poznawać dziennikarskie źródła informacji czy plany wydawnicze redakcji.

Jak więc założono dziennikarzom podsłuchy mimo braku zgody sądu? Kaczmarek precyzyjnie wytłumaczył to członkom komisji sejmowej.

Otóż przepisy ustaw o policji i ABW dają taką możliwość. Jeśli telefon osoby, która jest już objęta śledztwem i jest legalnie na podsłuchu, połączy się z jakimkolwiek innym telefonem, może on też zostać objęty podsłuchem bez zgody sądu na pięć dni. Wystarczy, że prowadzący śledztwo uzna, że na ten numer przekazano istotne dla sprawy informacje.

Wszyscy wymienieni przez Kaczmarka dziennikarze mieli taki właśnie przypadek. W różnym czasie kontaktowali się telefonicznie z Rafałem R. - byłym policjantem z Wybrzeża, który prowadzi biuro detektywistyczne. Według informatorów "Gazety" R. oferował mediom materiały mające kompromitować Ziobrę.

Wobec R. dwa rownolegle śledztwa wszczęły CBS i ABW badając jego powiązania z jedną z grup przestępczych. Musiało to wystarczyć sądowi, gdyż zgodził się na podsłuch R.

Czy to, że do R. telefonowali dziennikarze, usprawiedliwiało podsłuchiwanie również ich telefonów? Przepis umożliwiający to w ustawie o ABW (art. 27 par. 3) stwierdza, że można to robić tylko "w przypadkach niecierpiących zwłoki", a kiedy sąd nie udzieli zgody na dalszy podsłuch, to po pięciu dniach materiały z podsłuchu powinny zostać komisyjnie zniszczone.

Według byłego oficera ABW, który prosił, by nie ujawniać jego tożsamości, przepis ten został wyraźnie nadużyty. - Nie wyobrażam sobie, by ktoś mógł wysnuć wniosek, że dziennikarz jest wspólnikiem przestępcy, tylko dlatego że do niego zadzwonił. Po prostu wykorzystano okazję. Taki podsłuch powinno się stosować tylko w sytuacjach nadzwyczajnych, przy poważnym zagrożeniu. A to się zdarza niezwykle rzadko - tłumaczy nasz rozmówca. I dodaje: - Nie wyobrażam sobie również, by ktoś odważył się kontynuować podsłuch po upływie pięciu dni bez zgody sądu. To już jest kryminał! Żeby się na to porwać, trzeba by mieć szczelną ekipę kilkudziesięciu naprawdę zaufanych funkcjonariuszy - podkreśla nasze źródło.

Piotr Pytlakowski z "Polityki" opowiada, że faktycznie dzwonił do R. - Ale wyraźnie przedstawiałem się jako dziennikarz i pytałem go o sprawy związane z moją pracą - mówi "Gazecie". Mówi, że o podsłuchu na swoim telefonie dowiedział się od Macieja Dudy i Bertolda Kittla z "Rzeczpospolitej", którzy późną wiosną przygotowywali artykuł o podsłuchiwaniu dziennikarzy. Tekst się nie ukazał, bo w tym czasie "Rz" stała się gazetą bardzo wyraźnie popierającą rząd.

Kittel, który odszedł z "Rz", nie chce wypowiadać się na temat swojej tam pracy. Ale Duda potwierdza: - Był taki artykuł. Kierownictwo redakcji uznało, że jest słabo udokumentowany, chociaż redakcyjny prawnik stwierdził, że można go publikować.

Wojciech Czuchnowski
Gazeta Wyborcza
25-08-2007

Biskupi nie zamkną ust ojcu Rydzykowi

Radio Maryja nie straci swego - kochanego przez jednych i nienawidzonego przez drugich - dyrektora. Hierarchowie Kościoła, którzy spotkali się dziś na Jasnej Górze zapowiedzieli, że sprawdzą i wyjaśnią zastrzeżenia dotyczące Radia Maryja, ale nie będą - jak stwierdzili - preferować "dyscyplinarnych kroków" wobec rozgłośni i jej dyrektora.

Problemy z Radiem Maryja to jeden z tematów jakim zajęła się dziś na Jasnej Górze Rada Stała Episkopatu Polski i biskupów diecezjalnych. Od początku wiadomo było jednak, że hierarchowie nie zajmą się sprawą "taśm Rydzyka" nagranych podczas jego wykładu dla studentów swej szkoły. Chodzi o słynne już słowa, w których Rydzyk nazwał żonę prezydenta Marię Kaczyńską czarownicą. Szef Radia Maryja miał też powiedzieć, że "sprawa Jedwabnego służyła tylko temu, by środowiska żydowskie mogły wyłudzić od Polski 65 mld dolarów

Czy wobec tego Tadeusz Rydzyk może spać spokojnie? Zagraża mu metropolita gdański abp. Tadeusz Gocłowski. "To, co robi Radio Maryja, to szkodliwa antyewangelizacja" - mówił duchowny. I twierdził, że jedynym rozwiązaniem jest tylko odwołanie Tadeusza Rydzyka z funkcji dyrektora rozgłośni. Chciał przekonać biskupów, by poprosili o to Watykan. Jednak mu się nie udało.

"Dyrektor Radia Maryja w sposób niewłaściwy angażuje się w politykę. Do tego pozwala sobie na absolutnie niedopuszczalne wypowiedzi o prezydencie i jego żonie czy antysemickie komentarze. Tego typu wypowiedzi są czasem tylko hasłami, pojedynczymi zdaniami, być może użytymi w dobrych intencjach, ale w odbiorze społecznym nabierają dramatycznego wymiaru" - tłumaczy Gocłowski w DZIENNIKU. "Radio Maryja jest na pewno bardzo cenne i powinno funkcjonować, ale trzeba je oczyścić z nieprawidłowości, bo tak jak dotychczas być nie może. Trzeba skończyć z niepokojem społecznym płynącym z miejsca, które powinno być balsamem leczącym polskie społeczeństwo w trudnych momentach" - dodaje.

"Jest wiele zjawisk, które pod polskim niebem niepokoją, np. brak szacunku dla człowieka, pogarda w dyskusjach dla tych, którzy myślą inaczej, wręcz do absurdu doprowadzane operowanie agresją. Kościół, po to, aby mógł jednoczyć, musi szukać wartości, które łączą. Trzeba nam pamiętać, że za każdego człowieka umarł Chrystus, że w każdym człowieku jest dziecko boże, istota stworzona na podobieństwo Boga" - mówi o Rydzyku metropolita lubelski, abp Józef Życiński.

"Obawiam się, że jednak jeśli ktoś w tym człowieku widzi szambo albo szambo perfumowane, i taka terminologia go fascynuje, wówczas ta perspektywa nie ma nic wspólnego z nauką Jezusa Chrystusa. To jest myślenie i mówienie pogańskie" - dodał nawiązując do słów szefa Radia Maryja o prezydentowej. Rydzyk powiedział wtedy: "Nie nazywajmy szamba perfumerią".

Donat Szyller
Dziennik.pl
25-08-2007

Co Kaczmarek powiedział speckomisji?

Dlaczego marszałek Sejmu Ludwik Dorn zdecydował się odczytać zeznania Janusza Kaczmarka w Sejmie? Według posłów speckomisji marszałek zapoznał się z fragmentem relacji Kaczmarka o tym, jak wiosną minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro uknuł intrygę, by Dorna i jego ludzi wyrzucić z MSWiA, którym Dorn kierował od wyborów w 2005 r. - pisze dzisiejsza "Gazeta Wyborcza".


- Kaczmarek opowiadał, że Ziobro regularnie donosił premierowi Kaczyńskiemu na Dorna, oskarżając, że podlegające mu policja i CBŚ blokują walkę z układem - relacjonuje jeden z posłów.

Wedle zeznań Kaczmarka Ziobro działa jak nadpremier. - Decyduje o obsadzie najwyższych stanowisk w policji, ABW, wtrąca się do TVP, gdzie wymógł awans Anity Gargas na szefową publicystyki. Nadzoruje ona program "Misja specjalna", do którego szły przecieki z resortu sprawiedliwości i służb specjalnych - mówi inny poseł speckomisji.

Kaczmarek opowiadał, że Ziobro miał w mediach więcej niż pięcioro zaufanych dziennikarzy. Wymienił też Tomasza Sakiewicza, naczelnego "Gazety Polskiej". Gargas odmówiła rozmowy z "Gazetą Wyborczą". Sakiewicz przyznał, że przyjaźni się z Ziobrą i kilkanaście razy dzwonił do niego. Ale zaprzeczył, by to on był jego informatorem. Na pytanie, czy Ziobro mógł być informatorem jego dziennikarzy, odparł: - A to inna sprawa. Ja dziennikarzy o źródła nie pytam.

Kaczmarek miał też opowiedzieć, że Ziobro chwalił się współpracownikom, że Andrzeja Leppera podsłuchiwano wiele miesięcy jako wicepremiera, aż do odwołania go z rządu. Nawet wtedy, gdy premier Kaczyński podpisywał z nim w czerwcu aneks do umowy koalicyjnej.

Kaczmarek sądzi, że szef CBŚ Jarosław Marzec musiał odejść, bo 6 sierpnia zwrócił Ziobrze uwagę, że przez jego gadatliwość Lepper dowiedział się o akcji CBA w resorcie rolnictwa. (O tej sprawie pisze też dzisiejszy ''Dziennik''.)

Według Kaczmarka prezydent Lech Kaczyński skarżył się mu, że CBA inwigiluje prezydencką minister Lenę Cichocką oraz jego zięcia związanego ze środowiskiem SLD.

Posłowie speckomisji mówią, że Kaczmarek z prokuratorską precyzją wskazywał, jak zweryfikować jego zeznania, by je zmienić w dowody procesowe. Wymieniał ludzi, których trzeba przesłuchać, i dokumenty.

Dowiadujemy się, że służby przeszukały mieszkania asystentów Kaczmarka, dom dyrektora jego gabinetu politycznego i... mieszkanie rodziców tego dyrektora. Wcześniej ABW przeszukała mieszkania współpracowników Kaczmarka - szefa policji Konrada Kornatowskiego i szefa CBŚ Marca. Kaczmarek obawia się, że służby coś tam podrzuciły. Mówił też, że podczas przeszukań zniknęły kopie doniesienia o przestępstwie, które 7 sierpnia złożył w prokuraturze, wskazującego, że Ziobro mógł być źródłem przecieku o akcji CBA.

jg
Gazeta.pl
25-08-2007

Burzliwa noc w Sejmie, we wtorek odwołanie Ziobry?

To była jedna z najdłuższych sejmowych nocy. Tuż po 4.30 nad ranem opozycja przegłosowała przerwanie obrad do wtorku, a wcześniej przez cztery godziny na tajnym posiedzeniu marszałek Dorn czytał posłom stenogram środowych zeznań Janusza Kaczmarka z sejmową speckomisją. Posłowie opozycji opisywali to, co usłyszeli w ostrych słowach: "Porażające!", "Bagno". PiS bagatelizuje zarzuty: ustami marszałka Sejmu nazwał wyjaśnienia Kaczmarka "półprawdami i kłamstwami". Opozycja nie ma wątpliwości - zeznania Kaczmarka dają podstawę do odwołania ministra Zbigniewa Ziobry. Może to nastąpić we wtorek, po tym, jak posłowie zapoznają się z ostatnimi 96 stron zeznań byłego szefa MSWiA.


Rano wszystko wskazywało, że marszałek Dorn w ogóle nie pozwoli posłom zapoznać się z wyjaśnieniami Kaczmarka przed komisją ds. służb specjalnych. Żeby można je było przedstawić, obrady plenarne musiały być utajnione (ze względy na ujawniane przez Kaczmarka tajemnice państwowe), a dopuszczenie tego wniosku do przegłosowania zależało od marszałka. Ws. wyjaśnień Kaczmarka od środy krążą w mediach "przecieki", wg których b. szef MSWiA obciążył Zbigniewa Ziobrę. Po dwóch zebraniach Konwentu Seniorów i komisji - naciskany przez opozycję (w tym m.in. Romana Giertycha) marszałek zadecydował, że sam przeczyta posłom stenogram z wyjaśnieniami Kaczmarka i że podda wniosek o utajnienie obrad pod głosowanie: ok. tuż przed 16 posłowie zdecydowali, że chcą utajnienia.

Nocne czytanie: "bagno", "porażające", "koniec świata"

Podczas kilkugodzinnego (23.15-2.46) czytania posłowie opozycji co jakiś czas wychodzili z sali. - Jestem wstrząśnięty, nie mogę już tego słuchać. Wrażenie jest porażające. Jeżeli nawet tylko mała część z zeznań Kaczmarka jest prawdą, to koniec świata - mówił Jerzy Fedorowicz z PO. - Lepiej, żeby to wszystko nie było prawdą - powtarzał Janusz Maksymiuk z Samoobrony. Wacław Martyniuk na pytanie, czy są to informacje porażające, odpowiedział: - Porażające to mało powiedziane.- Bagno - tak treść stenogramów skomentował poseł SLD, Witold Gintowt-Dziewałtowski.

Posłowie PiS nie komentowali, bo nie było ich na sali: nie chcieli słuchać tego, co premier nazwał rano "stekiem bzdur".

Już przed czytaniem marszałek Dorn przyznał, że niektóre fragmenty stenogramu sam opatrzył klauzulą "ściśle tajne", co oznacza, że nie przeczytał ich posłom. Opozycja zarzuciła mu cenzurę.

Po czytaniu: Odwołać Ziobrę



Gdy Dorn skończył, opozycja była zgodna: stenogram potwierdza medialne przecieki ws. zeznań Kaczmarka, co poważnie obciąża Ziobrę, m.in. zarzutami o inwigilowanie dziennikarzy i polityków, używanie prokuratury i ABW do celów politycznych, nieprawidłowości w postępowaniu m.in. ws. Blidy.

Wojciech Olejniczak o stenogramach: - Padało o bardzo wiele nazwisk. Nie tylko ze świata polityki, ale także ze świata mediów. Były minister powołuje się na nazwiska osób z najwyższych władz, w tym swoich najwyższych współpracowników. Są okazane źródła, podane określone dokumenty. To podstawa, by żądać natychmiastowego odwołania ministra sprawiedliwości. Pan marszałek odczytał swego rodzaju akt oskarżenia.

Opozycja żąda komisji śledczych



Po czytaniu stenogramów, opozycja ponowiła żądania o komisje śledcze ws. CBA i śmierci Barbary Blidy.

Już wcześniej, po zakończeniu piątkowego spotkania z Kaczmarkiem sejmowa speckomisja oceniłaa, że powołanie komisji śledczych jest niezbędne. Za wnioskiem o powstanie komisji śledczych głosowało pięciu jej członków, jeden był przeciw, dwóch wstrzymało się - powiedział Paweł Graś z PO, przewodniczący speckomisji.

Dorn: Półprawdy i kłamstwa



Podczas nocnego briefingu Dorn ujawnia, że w swoich zeznaniach Janusz Kaczmarek mówił o okolicznościach jego dymisji. Marszałek uważa, że zeznania Kaczmarka na ten temat, to "bardzo zręczna mieszanina półprawd i całkowitych kłamstw". - Na tej podstawie wyrobiłem sobie zdanie na temat całości zeznań Kaczmarka - dodaje Dorn.

Chwilę po odczytaniu stenogramu odbył się Konwent Seniorów ws. wniosku opozycji o odwołanie Ziobry. Ustalono, że wniosek może być złożony po tym, jak Sejm zapozna się także z wyjaśnieniami Kaczmarka z piątku, na co marszałek powiedział, że jeszcze dziś odczyta posłom piątkowy stenogram - kolejne 96 stron. Posłowie mieli zdecydować w głosowaniu, czy chcą słuchać czy przerwać obrady.

Wicemarszałek Komorowski po Konwencie podkreśla, że obrady powinny być przerwane do wtorku: - Można to robić (odczytać resztę zeznań - red.), pozostając ze zdrowym rozsądkiem. Jednak już nie dziś, ale we wtorek albo w inny dzień przyszłego tygodnia.

Nie ma kworum, by głosować nad wnioskiem, Dorn decyduje, że za godzinę przeczyta stenogram. Po przerwie, tuz po 4.30 opozycji udaje się zebrać 236 posłów, którzy przegłosowują przerwanie obrad do wtorku.

mar
Gazeta.pl
25-08-2007

Premier: To najlepsze lata Polski od wielu dekad

"To były najlepsze lata Polski od bardzo wielu dziesięcioleci" - powiedział w sobotę w gdańskiej hali "Olivia" podczas konwencji politycznej PiS premier Jarosław Kaczyński oceniając dokonania jego rządu.


"Jeśli spojrzeć na te dwa lata, na wyniki ekonomiczne, wyniki społeczne, na przywracania elementarnej historycznej przyzwoitości poprzez działania rządu, a może jeszcze bardziej prezydenta Rzeczpospolitej, to były to najlepsze lata Polski od bardzo wielu dziesięcioleci" - mówił szef rządu i prezes PiS.

Wymieniając sukcesy rządu premier zaznaczył, że polityka gospodarcza nie ma służyć wąskim grupom społecznym, a całemu narodowi.

Podkreślił, że rządy PiS-u podjęły trudną drogę, by być w działaniach gospodarczych solidarne. Jak ocenił, uczynione zostało to bez ekonomicznego zagrożenia.

Wśród sukcesów wymienił przygotowanie się przez ministerstwo rozwoju regionalnego do absorpcji środków unijnych, przygotowanie wielkiej reformy finansów publicznych i odsunięcie "na wielką odległość od sfer władzy swego rodzaju oligarchów".

Premier pochwalił ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę "za to, co uczynił dla naprawy polskiego sądownictwa i dla walki z przestępczością". Wypowiedź premiera przerwały gromkie brawa z sali.

Jarosław Kaczyński chwalił też dokonania szefowej MSZ Anny Fotygi. "Polskie państwo jest także w niesmak pewnym siłom zewnętrznym, które przyzwyczaiły się do polskiej miękkości, a myśmy tę miękkość odrzucili także w polityce zagranicznej" - dodał.

J. Kaczyński mówił, że w sferze oświaty kierunek przywracania porządku jest słuszny. Nowy minister - mówił - idzie w tym kierunku, tylko że na nieporównywalnie wyższym poziomie niż poprzedni.

"Podjęliśmy wielka próbę naprawy polskiego państwa, można powiedzieć, że podjęliśmy wielka próbę przywrócenia polskiego państwa. My przede wszystkim odsunęliśmy na wielką odległość od sfer władzy różnego rodzaju oligarchów. Pisano nawet ostatnio, że miliarderzy zniknęli ze sfery publicznej. Zniknęli - i dobrze" - mówił szef rządu.

Podkreślił, że koalicja z LPR i Samoobroną była trudna, ale była dobra dla Polski. Zaznaczył, że PiS poniosło cenę niezrozumienia przez społeczeństwo tej koalicji, zwłaszcza przez inteligencję.

W opinii premiera, Polacy przed wyborami muszą odpowiedzieć sobie na podstawowe pytania - czy chcą Polski postkomunistycznej, czy Polski solidarnej, czy liberalnej.

"Jesteśmy w szczególnym miejscu" - mówił premier, przypominając, że był wiele razy w hali "Olivia", ale szczególnie pamięta odbywający się tam pierwszy zjazd NSZZ Solidarność. "To był bardzo ważny moment polskiej historii" - ocenił. Dodał, że dziś również jest taki ważny moment.

Dwa lata temu - mówił J. Kaczyński - społeczeństwo oburzone aferami podjęło decyzje o przeprowadzeniu w naszym kraju głębokich zmian. Był to czas nadziei na koalicję PO-PiS i uczyniliśmy wszystko co możliwe by ta koalicja powstała.

"Przed nami kolejne wybory, a więc czas pytań - między czym a czym wybieramy - zaznaczył szef rządu. Po dwóch latach pytania zostają aktualne. Trzeba te pytania przypomnieć: czy kontynuujemy system postkomunistyczny, czy go odrzucamy; czy Polska powinna być solidarna, czy liberalna" - mówił szef rządu.

"Musimy skorzystać z odejścia naszych trudnych koalicjantów, by jeszcze raz zwrócić się do polskiej inteligencji. Są wśród niej ludzie, którzy mają dość siły intelektualnej i moralnej, by opisywać rzeczywistość taką jaka ona jest. Chcę im z tego miejsca podziękować. Wiem, że może być ich więcej i musimy uczynić wszystko, żeby było ich więcej" - powiedział premier. Zwrócił też uwagę na konieczność stworzenia "szerokiej koalicji IV Rzeczypospolitej".

Jarosław Kaczyński zwrócił się o poparcie do tych wyborców PO, którzy wcześniej chcieli sojuszu PiS i PO. "Wiem, że w Platformie jest wiele osób, które chcą zmian. Wiem, że miliony spośród tych, którzy głosowali na Platformę, chciało sojuszu, chciało wygranej i do nich się zwracam, się o poparcie" - zaapelował.

Według Jarosława Kaczyńskiego, wielu przeciwników zmian w Polsce udawało "rycerzy IV Rzeczypospolitej". Wymienił w tym gronie lidera PO Donalda Tuska.

"Rok 2005 był rokiem zmiany, ale także wielkiego nadużycia. Oto zwolennicy kosmetycznych zmian albo zgoła zmian przeciwnicy przebrali się za rycerzy IV Rzeczypospolitej i wielu im uwierzyło. Dziś maski opadły. Co prawda pan Donald Tusk próbuje tę maskę znów niezdarnie na swoją twarz wciągać, bo tak to trzeba chyba określić, ale widać wilcze zęby zza tej maski" - powiedział premier.

Podczas swojego wystąpienia premier zapewnił zebranych, że zeznania b. szefa MSWiA Janusza Kaczmarka są nieprawdziwe. "To pan, który przyłapany na gorącym uczynku dzisiaj chwyta się wszystkich środków i naprawdę, zeznaje jak świadek w procesie stalinowskim. Ale proszę państwa, mogę o tym państwa zapewnić, że zeznaje nieprawdę i to jest tutaj najważniejsze" - podkreślił

Według J. Kaczyńskiego, b. szef MSWiA jest osobą, która "została poprzez zręczną i trwającą wiele lat manipulację wprowadzona do naszych szeregów", osobą związaną ściśle z III RP "ze wszystkimi tego konsekwencjami", związaną "z oligarchią".

Zdaniem premiera, podstawowym warunkiem do odrzucenia postkomunizmu w Polsce jest powołanie rządu, który ma wolę zmian i nie jest uwikłany w układy III RP.

"Pierwszy zespół działań to, to wszystko co zmierza do dosunięcia ze sfery władzy oligarchii, do likwidacji patologicznych struktur, likwidacji różnego rodzaju immunitetów i przywilejów do oczyszczenia, lustracji, dekomunizacji, deubekizacji. To - mówiąc krótko - wielkie przewietrzenie Polski" - powiedział J. Kaczyński.

Ale - jak podkreślił premier - pierwszy zespół działań może być skuteczny tylko wtedy, gdy będą podjęte inne działania, bardziej skomplikowane. "Bo patologia ma bardzo wielką siłę, bardzo łatwo się odbudowuje. W Polsce tego dziesięciolecia obawiam się, że i w kolejnych, patologia będzie zawsze postkomunistyczna, czyli jeśli chcemy ją wyłączyć, musimy zbudować silne państwo" - dodał.

Według premiera silne państwo to takie, które wypełnia swoje podstawowe zadania, czyli zapewnia bezpieczeństwo: międzynarodowe, wewnętrzne, socjalne. "Wreszcie - ważny rodzaj - bezpieczeństwo, czyli bezpieczeństwo obywateli wobec państwa, zapewnienie praworządności, zapewnienie aby władza nie była nadużywana. To problem każdej demokracji. Budowa takiego państwa musi opierać się o pewne zasady" - podkreślił.

Kończąc swoje przemówienie, premier podkreślił, że Polacy nie dadzą się oszukać, dlatego - jak mówił - zwyciężymy. Zaznaczył, że PiS zwycięży tak samo jak niegdyś "Solidarność". Po wystąpieniu premiera uczestnicy konwencji odśpiewali pieśń "Boże coś Polskę". Jego przemówienie było wielokrotnie przerywane oklaskami.

Dwugodzinną ogólnopolską konwencję PiS w Gdańsku otworzyło przemówienie b. premiera Jana Olszewskiego, który wspominał okres swoich rządów. Ocenił, że nie były to miesiące stracone. Solidarnościowa strona - mówił - mimo braku doświadczenia - udowodniła wówczas, że potrafi przejąć państwo i zająć się jego sprawami. Podkreślił, że wywołało to ataki medialne "drugiej strony".

Jak mówił Olszewski, czasy gdy był premierem są dla niego ciągle sprawą żywą i aktualną, gdy patrzy na zadania, i cele tamtego rządu zwłaszcza, że obecny rząd próbuje przejąć je na siebie i skuteczniej, niż wówczas, realizować.

Wicepremier i minister finansów Zyta Gilowska podkreśliła w swoim wystąpieniu m.in., że ponad 6-procentowy wzrost gospodarczy to zasługa rządu. "Taki wzrost gospodarczy znaczy, że ludzie nam ufają i słusznie, ponieważ nie zawiedliśmy ani obywateli ani przedsiębiorców" - podkreśliła.

Dodała, że jest dumna z tego, że może pracować w rządzie Jarosława Kaczyńskiego.

Jej zdaniem, wzrost ten jest także efektem integracji z Unią Europejską. Jednak - jak podkreśliła wicepremier - ta integracja "słono Polskę kosztuje, ale znaleźliśmy te pieniądze".

Gilowska podkreśliła też, że w 2005 roku pojawiły się w Polsce zjawiska wcześniej nie znane, czyli "intrygi polityczne na dużą skalę, takie jak w średniowiecznych dworach". "Świat który znamy i w którym staramy się zrobić coś pożytecznego jest inny od tego, który wmawiają nam polityczni oponenci" - dodała.

Szefowa resortu finansów podkreśliła też, że rząd obniża podatki i konsekwentnie realizuje "politykę samoograniczającej się władzy". To jest bardzo przyzwoita prawicowa polityka gospodarcza państwa" - stwierdziła.

Część oponentów tego rządu wmawia - mówiła Gilowska - że rośnie fiskalizm. Nieprawda! Ten rząd obniża podatki - zaznaczyła minister finansów. Jak oceniła, skutki tej polityki do 2009 roku to 35 mld zł więcej w kieszeni obywateli i podmiotów gospodarczych.

Rząd J. Kaczyńskiego - oceniła - ma świadomość odpowiedzialności za naród, zwłaszcza za najsłabszych. Przypomniała, że nakłady na ochronę zdrowia rosną o jedną trzecią. "Takiego wzrostu nie było nigdy wcześniej" - podkreśliła.

Wicepremier przypomniała, że redukcja składki rentowej dała dodatkowe środki 9 mln zatrudnionym. Zaznaczyła, że elementarna sprawiedliwość wymagała, by emerytom zaproponować wobec tego wzmocnienie rewaloryzacji. Poinformowała, że finanse państwa są gotowe by wprowadzić pełną ulgę prorodzinną.

Gilowska zaznaczyła, że jest dumna, że mogła pracować w gabinecie prowadzonym przez Jarosława Kaczyńskiego. Dlatego ze zdziwieniem przyjęła słowa Donalda Tuska, że przyzwoici ludzie nie powinni pracować z Jarosławem Kaczyńskim. "Zdumiewające słowa. Pomyślałam sobie - co cię człowieku napadło" - stwierdziła.

"Przyzwoitości, uczciwości i rzetelności tyle, ile jest w PiS, długo by szukać gdzie indziej. Oprócz tego przywódca jest waleczny bojowy i nieustępliwy" - stwierdziła wicepremier.

Kolejny członek rządu minister zdrowia Zbigniew Religa podkreślił, że w ostatnich dwóch latach po raz pierwszy w historii nastąpił tak istotny, ogromny wzrost nakładów na opiekę zdrowotną.

Religa uważa, że jeśli będą wybory, to PiS je wygra. "Dzięki temu pozwolicie, że dokończę reformę (służby zdrowia - PAP)" - dodał. "Patrząc na siebie w lustrze, codziennie rano mogę stwierdzić, że mam odwagę, ale i prawo powiedzieć o sobie - Religa, Ty jesteś uczciwy człowiek. I dlatego ponieważ wiem, że tak jest, uczciwość mi nakazuje być z wami, być dzisiaj tutaj i pozostać przy premierze J. Kaczyńskim" - powiedział.

Religa przypomniał, że blisko dwa lata temu, gdy otrzymał propozycję wejścia do rządu, najpierw Kazimierza Marcinkiewicza, a później Jarosława Kaczyńskiego, część osób, w tym również ważni politycy mówili mu - "Religa, ty jesteś kamikadze - objąć to stanowisko? Co ty ryzykujesz?".

"To wielkie wyzwanie - było i jest. Naprawić opiekę zdrowotną z jej tysiącem problemów" - mówił minister zdrowia. Uczestnicy konwencji odśpiewali profesorowi Relidze "sto lat".

Przemawiający po ministrze zdrowa lider PSL-Piast, eurodeputowany Janusz Wojciechowski powiedział m.in., że jego ugrupowanie jest gotowe utworzyć w najbliższych wyborach z PiS "wielką koalicję", aby "obronić" to, że Polska jest "dziś na dobrej drodze".

Poprzedzający wystąpienie premiera prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki powiedział m.in., że z pełnym przekonaniem jako człowiek, który nie jest członkiem PiS, może stwierdzić, że rząd J. Kaczyńskiego jest takim, na który Polacy czekali "lata i dziesięciolecia".

W trwającej ponad dwie godziny konwencji PiS w Gdańsku uczestniczyło ok. 3,5 tys. osób. Oprócz członków rządu, którzy zabierali głos, byli też m.in. wicepremier Przemysław Gosiewski, szef MON Aleksander Szczygło, minister infrastruktury Jerzy Polaczek, minister skarbu państwa Wojciech Jasiński oraz szefowa MSZ Anna Fotyga.

Na sali było też wielu parlamentarzystów PiS, a także osoby nie związane z tą partią, wśród nich m.in. eurodeputowany Ryszard Czarnecki oraz b. działacz "S" Krzysztof Wyszkowski. Na jednym z przywiezionych transparentów przez działaczy PiS z Wałbrzycha i Świdnicy widniał napis "Kaczyński albo śmierć".

W październiku 2006 r. premier Jarosław Kaczyński był uczestnikiem wiecu poparcia dla rządu, który odbył się na terenie Stoczni Gdańsk. Odbył się on pod hasłem "Solidarna Polska".

łup, PAP
Gazeta.pl
25-08-2007